samasamotna jesteś teraz jeszcze młodziutka i to co ci się może wydawać miłością i szczęsciem wcale nie musi nim być... zreszta pewnie za jakiś czas jak ci się pozmienia i poznasz kogoś naprawde wartościowego kto bedzie się tobą opiekował i świetnie bawił z twoją córeczką.. to będziesz sobie mówić że dobrze że to minęło. Mi też się wydawało kiedyś że byłam szczęsliwa z ojcem Adaśka a po jakimś czasi zrozumiałam ze gdybym z nim była to zatukłabym go wałkiem przy pierwszej okazji i przez reszte zycia bym go gnębiła za wszystko, a sama bym na tym najbardziej cierpiała. A ja potrafie być strasznie upierdliwą i zgryźliwą babą. Lepiej nie rzucać się w wir tylko czekać. Za dwa miesiace minie rok jak aspirant mi się pierwszy raz oświadczyl, ja przyjęłam... a potem zerwałam zaręczyny. I myslę że dobrze zrobiłam bo przez ten czas nauczylismy sie duzo szacunku do siebie i wlasnych oczekiwan i sprawdzilismy sie w wielu sytuacjach z jakims psychicznym komfortem, ze jednak nie jestesmy ze soba zwiazani do konca zycia i mamy czas na wszystko ,a nikt poza nami na tym bardziej nie ucierpi.