Witam i jako nowa spieszę z przedstawieniem siebie i 'swojej historii'.
Jestem Zima, po prostu Zima.
Reszte postaram sie przedstawic najkrócej jak sie da.
Cała moja :] „bajka” zaczęła się kilka lat temu kiedy podczas wypadku zginał mój chłopak. Cudowny człowiek. Ale zycie toczyło sie dalej a ja szłam przez nie powtarzajac ze po burzy musi wyjsc słonce. No i po jakims czasie zaczęło cos switac a ja, złapałam je chyba za złamany promyk – czyli ojca naszego dziecka, pana X.
'bo też dużo w życiu przeszedł, bo potrzebuje zrozumienia, odpowiedniego podejscia i choć na poczatku łatwo nie bedzie to w końcu na pewno doceni i bedziemy żyli dłuuuuugo....itd' – tak to sobie tłumaczyłam choć ostrzegali „nie traktuj tego jak misji!”. Zamieszkalismy razem, a ja jak na prawdziwa misjonarke przystało, nawet gdy było mega źle i wszystkie znaki z nieba i ziemi mówiły „zbastuj dziewczyno nie warto” dzielnie znosiłam wszelkie upokorzenia, olewania tłumaczac to jego „trudnym dziecinstwem, ch.ujowym życiem i tym że potrzeba czasu zanim sie przestawi na normalność” bo nienormalność to alkohol i WSZYSTKIE inne urozmaicacze (+ rozne wariacje).
Były oczywiscie chwile piekne, urzekła mnie jego, jak ja to mowie, kumatość. Inteligencja humor wiedza umiejetnosc gotowania (ja jestem kompletnie do tego niezdolna) to ze wiedział co trzeba w domu zrobic (cieknacy kran, zepsuty zamek w drzwiach, zamontowanie półek – banały ale z domu pamietałam jak matka nie mogła sie ojca doprosic o te drobiazgi, on od razu sie za to brał choc czasem klał niemiłosiernie jak mu cos nie szło. Wszystko robiłam tak by go nauczyc (nauczyc, odswiezyc-zanikajacy czy tam przypomniec ze istnieje cos takiego...) kompromisu, 'dobro daje dobro' myslalam, a on skrzetnie to wykorzystywał. Zaszłam w ciąze i róznie to bywało choć BYŁ mimo wszystko. I jest do teraz chociaz sposob w jaki zatruwał mi zycie – powoli małymi ciosami – umocnil mnie na tyle ze sama przed soba nie boje sie przyznac ze wolalabym byc sama. Juz zbyt duzo czasu minelo, zbyt wiele prob a on sie nie zmienia. 2 rozne swiaty. On nerwus nieodpowiedzialny pijak egoista wredna wesz a ja potrzebuje spokoju, dla siebie i małej niuńki! I głupie to troche bo po co tu pisze, to nie kacik porad ani pokoj zwierzen ale czytajac was (a czytuje) karmie sie mocą, jakas wewnetrzna siła ze dam rade. A X (wy macie eXów a mój taki niby jest, niby chce, niby sie stara stąd iX

) jakos wewnetrznie mnie osłabia a moje poczucie misji juz dawno wygasło bo ilez można starac sie i znosic to ze ktos ma to w dupie ale z drugiej strony.... nie zostawil mnie jak dowiedzial sie o ciazy, wrecz przeciwnie -cieszyl sie, ani nie zmienil zdania po kilku miesiacach, z pieniadzmi to roznie bywało ale jesli miał to zanim je przepił kupił co potrzeba, jak najbardziej interesuje sie dzieckiem chodzi z nami do wszelkich lekarzy na wszelkie badania itd. Tylko ten brak odpowiedzialnosci, brak stabilnosci czy chocby jej poczucia... nigdy nie wiadomo co mu jutro do glowy strzeli czy znowu przehula pieniadze które pozniej okaza sie bardzo potrzebne w razie Wu i bedzie trzeba pozyczac i kolejny dług....
to tak po dłuższej krótce. Mozecie mnie opier.dolic za strate 5 min na przeczytanie tego bo niby ani nie jestem sama ani samotna a ciaza tez sie skonczyla 4 mies temu (dlatego tez troche wstrzymywałam sie ze swoim postem nie pasujac do tematu) ale mniej wiecej borykam sie z tym samym co wy tyle tylko ze z kula u nogi która z jednej str ciagnie mie w dol a z tej drugiej nieszczesnej str pomaga utrzymac sie na powierzchni....a i o chmure tez można sobie guza nabic
jeszcze wstyd mnie blokował, własciwie nikt nie wie jak naprawde jest miedzy nami, w koncu mam to co chciałam przed czym mnie ostrzegano a na co sie uparłam, nie lubie sie uzalac nad soba bo wiekszosc to na moje zyczenie, nie mam spowiedników w postaci przyjaciolek-dobrych wrozek, wole uniknac szydery. A wy....tu...takie neutralne z róznych stron swiata i o podobnych 'przygodach' pozwalacie sie 'wyplakac' poniekad
