widze ze juz malo kto zaglada na watek ogolny ale to co chce napisac nie nadaje sie do innego watku.to niezbyt mila opowiesc ale musze napisac zeby mi choc troszke przeszlo choc zdaje sobie sprawe ze tego nigdy nie zapomne.

:-(
ciesze sie ze tu jestem.w tamtym tygodniu chcialam zrobic rodzicom niespodzianke i pojechalismy do polski.maz akurat po operacji w niedziele juz we wtorek byl w domu i po zalatwieniu wszystkich spraw w czwartek pojechalismy do polski.
1wrzesnia jechalismy do brata do krakowa,byla okropna pogoda strasznie padalo-mi sie nie chcialo jechac,rodzice prosili zeby nie jechac no ale w koncu jednak sie wybralismy.w polowie drogi mielismy wypadek:-

szok:baba scinala zakret.chcialam sie jeszcze ratowac ale auto nie mialo przyczepnosci bo bylo tak slisko i nie udalo mi sie uciec.



wielkie uderzenie gdzie opona wystrzelila na miejscu i dzieki bogu moja boczna poduszka powietrzna(nie mialam jej w fotelu ale ojciec sie uparl i specjalnie ja kupil jak robil z autem i razem z mama ja wszyli w siedzenie,bo tata stwierdzil ze ze strony kierowcy poduszka musi byc)udalo mi sie zatrzymac auto na drodze(na szczescie nie wpadlismy w row)z krzykiem ''moje dziecko....mein baby''odpinalam pasy i przelecialam miedzy siedzeniami do synka-bo moich drzwi nie dalo sie otworzyc.on sobie spal a ja odpinalam pasy i targalam go na zewnatrz bo z auta sie dymilo i nie wiedzialam dlaczego....:-

-

szok:na szczescie okazalo sie ze fotelik ktory kupilismy byl swietny i maly nie poczul nawet uderzenia tylko spal.zaczal palakac jak zaczelam szybko wyciagac fotelik.
dzieki bogu nic sie nikomu nie stalo.a ta baba jeszcze sie darla co ja zrobilam.dzieki bogu myslalam wtedy o synku i mezu bo teraz jak o tym mysle to bym ja zabila
jak zobaczylam auto to wtedy sie zalamalam bo uswiadomilam sobie jak niewiele brakowalo a nie wyszlibysmy z tego.auto jest do kasacji,na szczescie moje drzwi wytrzymaly ,ale widok mojego ciednego Clio byl straszny.
moze to historia nie na temat ale chcialam was prosic
jak macie jakies przeczucia to ich sluchajcie nie probujcie robic czegos wbrew sobie,bo mi tym razem sie udalo ale nie wiele brakowalo.....tesciowa powtarzala tysiac razy jak wyjezdzalismy zeby uwazac na siebie,mi sie nie chcialo jechac do krakowa,tata i mama prosili a ja to wszystko zlekcewazylam......:-

-

-(