Hej:-)
Ufff znalazłam wreszcie chwilkę czasu żeby coś skrobnąć

rany za chwilę mąż wypruty z pracy wróci a ja najchętniej położyłabym się spać

padam normalnie na pysk tak się ugoniłam z tą moją dzieciarnią...jeszcze Jula mi na placu zabaw zjechała ze zjeżdżalni w mega kałużę i musiała wracać do domu w wózku a Jaś na rękach, niby z placu zabaw do domu mam tylko trochę ponad kilometr a i tak rąk nie czułam...zwłaszcza że młody się wiercił na wszystkie strony
z tymi lumpkami fajna sprawa zwłaszcza że tu tego mnóstwo ( i jeszcze targ we wtorki) i nieraz wygrzebię coś fajnego nowiuśieńkiego a odkładam bo nie pasuje na nikogo...ale niestety już nie wygospodaruję nawet minutki w moim planie dnia, dzieci, mąż, dom, szkoła i tak mam tego już za dużo

A dziś w ogóle rozwaliła mnie sytuacja na placu zabaw, siedziała para na ławce i się migdalili a dziecko siedziało w wózku i płakało, przestawało jak oni raczyli coś do niego zagadać, ale nawet go z wózka nie wyciągnęli, a to był już całkiem duży chłopczyk, z półtora roku miał, na pewno chciał z dziecmi pobiegać pozjeżdzać na zjeżdżalni, mój Jasiek mało co w wózku na placu siedzi a co dopiero takie dużo dziecko...myślałam ze mnie trafi i nie tylko mnie bo jedna babka im coś przygadał i w końcu poszli pewnie gdzieś gdzie nikt im nie będzie przeszkadzał




tylko dziecka żal że ma takich rodziców/opiekunów, biedulek do teraz mi w głowie siedzi ten jego płacz:-

-(