na pisalam baaaaaaaaardzo dlugiego posta z opisem moich zalow, ale go wcielo, wiec teraz w skrocie, bo juz mi sie nie chce gryzdac
tak naprawde nie moge narzekac na mojego meza, bo pomaga we wszystkim chetnie i sam przejawia inicjatywe. jest kulturalny, wyksztalcony, bardzo wesoly, silny kregoslup moralny, bardzo dobre serce i ogolnie swietny z niego facet (inaczej nie wyszlabym za niego). bardzo zaradny, pracuje w dwoch miejscach abysmy mogli mieszkac w dobrej dzielnicy bo bezpiecznie i czysto ale nie tanio. ja nie musze sie naprawde o nic martwic, bo wiem, ze nigdy nie pozwoli na to, zeby czegos nam zabraklo (mnie i maluchowi) i, ze jesli bedzie taka potrzeba to pojdzie jeszcze do trzeciej pracy. jednym slowem MAZ MIOD
ale jest jedno ALE: bezmyslne, nieumiarkowane zakupy....... kilka juz bylo z tego powodu klotni i obiecal, ze juz przestanie. ale jak widac zapomnial juz o swoim przyrzeczeniu, bo kupil mi 5 par butow (wszystkie za male, bo rozklapala mi sie stopa w ciazy), mase ciuchow (nie trafionych kolorem ani fasonem), kupe metrowa (doslownie) ubranek dla malego - wogole niepotrzebnych, bo mam wszystko co potrzeba, 7 par butow dla dziecka (zakrytych a lato idzie), dwa kostiumy kapielowe dla mnie, ktorych w zyciu nie zaloze pol pokoju zabawek (jakby starych bylo malo), hustawke, samochod oraz kilka innych sprzetow, nie sposob wszystkiego spamietac. to wszystko zastalam w domu po powrocie z Polski 2 tyg temu, oczywiscie lzy bezsilnej zlosci stanely mi w oczach i awantura na dzien dobry gotowa....... na co on, ze chce, zebym byla szczesliwa i nas kocha i dlatego tak............. mieszkamy w malym 2 pokojowym mieszkanku i naprawde nie bardzo tu jest miejsce na nic dodatkowego dodam NIEPOTRZEBNEGO. przez te wszystkie rzeczy burdel straszny sie zrobil, bo naprawde nie mam gdzie ich wsadzic, a balaganu nienawidze (nie zrozumcie mnie zle, nie psikam co 5 minut domestosem), po prostu jestem minimalistka i nie cierpie takiego nawalu zbednych rzeczy, ktore trzeba przekladac z kata w kat, i ktore tylko ogolne wrazenie syfu wywoluja.
a wczoraj wpadl mi (wpadl naprawde, bo nigdy nie grzebie) jego wyciag z konta, z ktorego wynika, ze on na te wszystkie NIEPOTRZEBNE bzdury wydal uwaga...... ponad tysiac funtow.......... krew mi oczy zalala doslownie i tak sie wscieklam, ze powiedzialam, ze sie rozwodze, bo mam juz dosc jego glupoty, ze bez sensu ta jego praca na dwa etaty jak i tak wszystko idzie w kibel, i madry czlowiek oszczedzalby na wklad mieszkaniowy zamiast bez sensu wywalac kase na bzdety
zapomnialam napisac, ze kazalam mu WSZYSTKIE ZAKUPY oddac do czerwonego krzyza, w nadziei, ze czegos go to nauczy (wciaz stoja i jutro sama je tam zawioze), milioner z bozej laski.......
dodatkowym podminowaniem byl fakt, ze pomyslalm sobie skoro od miesiaca jestem na bezplatnym wychowawczym a mieszkamy w UK juz bardzo dlugo, zawsze pracujac, placac podatki i nigdy nie korzystalismy z zadnych form pomocy, to wystapie o dofinansowanie do chaty (bardzo duzo placimy za czynsz) i dodatek na dziecko, bo od kiedy nie ma mojej pensji to troche krucho ale okazalo sie, ze nie bo za duzo zarabiamy............ (tak naprawde mamy przecietne zarobki, wiec to nie tak, ze oplywamy w zbytki) tak sie wk....wilam, bo znam tylu nierobow, co godziny w zyciu nieprzepracowali, nawet jezyka nie znaja bo do szkoly im sie tez nie chce i siedza sobie na zasilkach (czytaj moje podatki zapewniaja im dach nad glowa oraz inne atrakcje). po prostu nie mam slow na bezsensowna polityke socjalna tego panstwa
to tyle, troche nieskladnie, ale mam nadzieje, ze zrozumiecie
aaaaaaaaaa jeszcze, tak mnie to wszystko wkurzylo, ze zapalilam peta i sie stary na mnie obrazil, natychmiast sprytnie odwracajac kota ogonem, ze nie szanuje danego mu slowa antynikotynowego!!!!!!!!!!!!!