nie wiem czy mogę przekazać z FB ale
k8 już dawno z Filipkiem

który urodził się wczoraj o 21.48, tak więc wszystko OK
ja właśnie byłam na ktg w szpitalu i nic, cisza. następne w czwartek. coś tam doktor mówił o zostaniu od piątku, jakimś wywołaniu... ale czy to ma sens?
wizyta na oddziale była miła, zostałam rozpoznana sprzed półtora roku przez moją ulubioną pielęgniarkę. pani w szpitalnym sklepiku nie miała wydać, powiedziała że jakieś tam grosze doniesiemy przy okazji, śmialiśmy się z mężem że spokojnie, że niedługo zatrzymamy się tu na dłużej. niby śmiesznie i wesoło ale jednak za parę dni pewnie będę myślała inaczej - jak poczuję ból, znów skurcze, znów wbiją mi wenflona... aaa!
rano zawieźliśmy Natalię do mojej mamy - tak sobie zażyczyła więc skorzystaliśmy, pogoni sobie po ogródku, no i na noc zostanie, tak mama chciała. potem jeździliśmy za szybą do opla i udało się kupić za 150zł, teraz mąż odwiózł mnie do domu i pojechał gdzieś do blacharza. ja byłam w sklepie, kupiłam sobie ziemniaki bo mam ochotę na placki ziemniaczane - przytargałam zakupy do domu (pan w sklepie był przerażony gdzie ja te zakupy chcę nieść w takim stanie, powiedziałam mu że mam termin na pojutrze ale do domu blisko więc niech się nie martwi

) - weszłam do domu, siadłam i siedzę, nic mi się nie chce, robić placków też nie, mogłyby się same zrobić... bo głodna jestem. bezczynne siedzenie też mnie nudzi, spać mi się nie chce, na spacer z psami nie mam siły, ehh... poczytam co napisałyście od wczoraj, tylko co z tym jedzeniem :/