• Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Sierpień 2012

reklama
Leze. narazie na dwójce porodowej bez wanny prysznica itd. czekam na jedynke, bedzie na pewno ale musze czekac bo sie jakies porody kończa. skurcze co 4minuty mniej wiecej, juz jest okropnie, a rozwarcie fuck 2 cm caly czas. humor mi jeszcze dopisuje ale czuje ze bedzie hardcore. jak mam skurcza to mam wrazenie ze zwymiotuje albo zemdleje. polozna ma dyzur i nie moze sie mna zajac indywidualnie, proponuje mi kogos innego. narazie nie zdecydowalam. nastepne badanie szyjki za okolo godzine.
 
Nie poczytam bo pisze z kom a nie mam pakietow na net. Jestem w rozsypce i jest mi zle ale ten maly mezczyzna daje mi sile za cala armie. Wlasnie wypowiedzialam wojne laktacji i ja wygram! Trzymajcie kciuki!
 
Nie poczytam bo pisze z kom a nie mam pakietow na net. Jestem w rozsypce i jest mi zle ale ten maly mezczyzna daje mi sile za cala armie. Wlasnie wypowiedzialam wojne laktacji i ja wygram! Trzymajcie kciuki!

&&&&&&&&&&&&&&&
Milionka trzymaj się tam mocno...a od położnych wymagaj pomocy...wołaj Panią z poradni laktacyjnej...tam jest Pani Agnieszka Chmielewska bardzo miła,może będzie mogła do Ciebie zajrzeć
 
milionka, nie wiem czy to przeczytasz czy nie… Ale tym spadkiem wagi Szymusia w ogóle się nie przejmuj. 10% to i tak naprawdę niewiele. 10-20% to norma :tak:. Wszystko będzie dobrze, tylko głowa do góry :tak:. Ale jak się musisz wypłakać to rycz – mnie też pomagało w szpitalu i wywalałam z siebie w ten sposób całe napięcie :-).

domi, no normalnie to nie czekam, aż tak stuknięta to nie jestem :-p. Ale nigdy bym nie przypuszczała, że on nagle prześpi 6 godzin ciągiem, kiedy często ledwo do 3 dociąga. A na niecałą godzinę nie opłacało mi się kłaść, więc stwierdziłam, że te 3 kwadranse na niego poczekam. Pobuszowałam w tym czasie na forum :-).
 
Nie zdążę Was kochane dziś nadrobić, jestem mocno do tyłu.

Mart mocno trzymam za Ciebie kciuki.Oby wszystko poszło szybko, sprawnie i na pewno dzielnie dasz radę. Mocno Ci kibicuję i trzymaj w pamięci moment ujrzenia własnego dzieciątka.

Milionka, doskonale Ciebie rozumiem. Emocje, które teraz Ci towarzyszą pewnie są skrajne - od szczęścia i woli walki (jeśli o laktację chodzi), po zmęczenie, osłabienie, oszołomienie i zagubienie. Sama będąc jeszcze w szpitalu czułam się zagubiona - przychodziła jedna położna i mówiła swoje, inna po czasie dodawała coś zupełnie odmiennego. Byłam skołowana, bo czułam się jak zła matka, która nie umie obsłużyć własnego dziecka i należycie o nie zadbać. Też marzyłam o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i być z córcią i moim M w spokoju a nie takim zgiełku i hałasie. Oby Twoje dzieciątko jak najszybciej wróciło do formy, nabrało wagi i aby Twe następne dni były lepsze i pomyślniejsze. Ja, pomimo, że dalej płaczę dzień w dzień, miewam się jednak lepiej (i fizycznie i psychicznie). Więc jest poprawa.

Mała Lila była dziś bardzo dzielna. Przeżyła duży najazd rodzinny (rodzina M - łącznie 9 osób :szok:). Córcia jest naprawdę kochana, płacze, gdy jest jej naprawdę źle i niekomfortowo. A ja coraz bardziej poznaję ją i jej potrzeby. Tak jak pisała chyba Irisson, że z dnia na dzień będzie lepiej i po dwóch tygodniach z Lilą poznamy się. I wierzę dziś, że tak właśnie będzie.

Jestem ogólnie padnięta - ostatnimi dniami w ogóle się nie wysypiam. W nocy jestem na czuwaniu, w dzień nie jestem w stanie jeszcze wszystkiego ogarnąć. Na 2 dni przyjechała moja mama i dużo mi pomogła - poprasowała ubranka i tetry, poogarniała całą przestrzeń, odkurzyła, zmyła podłogi. Duże odciążenie dla mnie ostatnio.

Kochane, nadrobię Was jutro (mam nadzieję). Dobrej nocy,spróbuję usnąć...
 
Cześć kochane,

Codziennie obiecuję sobie, że do Was skrobnę, codziennie mój plan spala na panewce...Bo nawet jeżeli Mania śpi, ciągle jest coś "na wczoraj" do ogarnięcia.

Dzisiaj nasz pierwszy dzień sam na sam. Mojemu K. skończył się urlop, nie ma przebacz. Mam nadzieję, że jakoś pociągniemy ;).
Najbardziej stresuje mnie oczywiście kwestia mm, które trzeba sporządzań "na hejnał", a nasz okruszek ten hejnał ma donośny. Mnie z kolei jej płacz strasznie rozbija, nie jestem w stanie przejść nad nim do porządku dziennego, choć się staram, coby małej terrorystki nie chować ;).
Ah, jakże chciałabym tak bezproblemowo, ot tak, po prostu karmić piersią. Nie zdajecie sobie pewnie sprawy, dziewczyny, którym laktacja i karmienie dopisują i wychodzą, jakie to szczęście :). Pomijając wszelkie względy pro zdrowotne, to kobita karmiąca i dziecko stanowią cudowny samograj, nie to co u nas. Garnki, butelki, smoczki, warzenie tych mikstur...Brrr.
Podobnie jak większość z Was, butelkowych przeżywałam i przeżywam straszne chwile frustracji w związku z moją niemożnością zaspokojenia podstawowych potrzeb mojego maleństwa...Wiem, że nie powinnam mieć wyrzutów, ale mam i jakoś się ich pozbyć nie idzie :(.

Ja, podobnie jak dzag ciągnę pół piersią, pół mm...Ale coś czuję, że to łabędzi śpiew mojej przygody z karmieniem. Zdaję sobie sprawę, że tak się chyba zbyt długo nie pociągnie.

No, to się pożaliłam...

milionka walczcie o laktację, bo naprawdę warto...!

Moją "przygodę" z karmieniem zabiły niestety dni w szpitalu, kiedy chcąc pobudzić laktację (z powodzeniem zresztą) zmasakrowałam sobie brodawki do tego stopnia, że nie dało się z nich korzystać. Krew tryskała na odległość, przy każdej próbie przystawienia. I tak walczyłam długo, bo dwa dni mój bąbelek ssał dzielnie różowo-czerwone mleko, a ja wyłam z bólu...

MieMie 9 osób :szok: no ładnie, prawdziwy nalot!

Ja mam już serdecznie dość gości :P. Codziennie od tygodnia ich przyjmujemy, na szczęście widać już koniec. Jeszcze tylko teście w najbliższy week i mamy szansę na spokój :). Szczęśliwie przychodzą partiami, po dwie, trzy osoby. Zresztą i tak więcej by się nie pomieściło w naszych 4 ścianach :P.

Też na rzęsach chodzę...Niby mała daje czasem pospać w nocy, ale co to za spanie. 3 godziny snu, 2 godziny usypiania ;). Rezultat taki, że naprawdę jestem wrakiem.
Do tego paprze mi się szew po cesarce po prawej stronie, zrobił się ropień, miałam nacinany i dalej coś się sączy...Obawiam się, że będę z nim miała dłuższą przeprawę. Reszta bardzo ładnie się goi i już prawie nie boli, chyba, że kaszlnę ;), a to naiwania jak diabli.

asia podziwiam Twój wigor! :) Tak czytam, czytam i nadziwić się nie mogę skąd czerpiesz siłę na wszystko. Uleńka, gotowanie, sprzątanie, nauka...Mi wystarczy zajmowanie się Manią i padam na twarz ;).

Oki, mam nadzieję, że już ponownie zagrzeję miejsce u nas :).
 
Witajcie po kilku dniach przerwy. Od czwartku byliśmy u teściów i wczoraj wróciliśmy. Udało mi się nadrobić główny wątek ale pewnie nie dam rady wszystkim poodpisywać.

Ciekawe co tam u Mart, bo nagle wieści ucichły. Ma ktoś z nią kontakt??? Mam nadzieję że już tuli w ramionach swoje maleństwo. A tak się bała wywoływania i marudziła że coś z nią nie tak że nie może urodzić a jak się ładnie samo zaczęło :-) na każdego przyjdzie odpowiedni czas :-) To kto jeszcze został? weronka i ktoś jeszcze??? Musze zerknąć w naszą listę sierpniówek.

Olga gratuluje organizacji!!! Teraz możesz spokojnie powiedzieć że jesteś perfekcyjną Panią Domu i Matką. Myślę że możemy Ci oficjalnie nadać taki tytuł.

Asia Ciebie to podziwiam, jak Ty sobie dajesz radę ze wszystkim. A szczególnie jeśli chodzi o kulinaria. Ja mam cały czas wielki problem z tym co zrobić na obiad, co zjeść na śniadanie i kolacje a co w międzyczasie. A dzisiaj to już w ogóle mam wielki problem bo małemu wyskoczyło uczulenie :-( to ewidentnie jest zupełnie inne niż ten jego trądzik noworodkowy który miał do tej pory. Dzisiaj rano się obudził, biorę go do karmienia a tam oba policzki pokryte czerwonymi placami. Wygląda okropnie. Posmarowałam to maścią z witaminami i teraz widzę że już trochę bledsze jest, ale to na pewno uczulenie. Tylko nie wiem na co????? Wczoraj rano jadłam kanapki z szynką, ale taką z własnego wyrobu więc na pewno nie od tego. Na obiad mięsko w łagodnym sosie z ziołami i natką pietruszki, gotowana marchewka i kluski śląskie, więc znowu nic co mogło go uczulić. Na deser kilka ciasteczek maślanych, ale jadłam je już w piątek i w sobotę i nic się nie działo. Na kolacje kanapka z serkiem almette. Ale to też raczej nie od tego, bo już wcześniej jadłam taki serek i inne białe. Na koniec zjadłam kawałek banana, dosłownie dwa gryzy. Może to od tego???? Ale w zeszłym tygodniu też zjadłam banana i nic nie zauważyłam. Ehh mam dzisiaj małego doła z tego powodu. Dzisiaj przychodzi do mnie położna to zapytam co ona o tym sądzi.

Ale ogólnie muszę Wam powiedzieć że jestem niesamowicie szczęśliwa. Tymek nadal jest bardzo grzeczny. Zjada ładnie i w końcu widzę że zaczyna mi rosnąć :-) śpi też bardzo ładnie. Naprawdę nie wiem co to znaczy to co wy piszecie że dziecko od piersi nie można odstawić bo jest ryk, albo że trzeba z nim leżeć albo nosić. Mój Tymek nie lubi kangurować, bo mu niewygodnie na brzuchu. Biorę go tak codziennie na parę minut żeby się przyzwyczajał ale to nie jest jego ulubiona pozycja. Jak się naje to go odkładam do łóżeczka i zazwyczaj momentalnie śpi. Czasem się rozbudzi i jeszcze go przez parę minut słyszę jak pod nosem marudzi ale potem sam zasypia. No i tak jak asia pisze nie biegnę do niego jak tylko usłyszę pierwsze marudzenie, bo wiem że często jeszcze długo jest w stanie wytrzymać do momentu wielkiego wrzasku. A nawet jak wrzeszczy a ja akurat kończę jedzenie to nie zostawiam jedzenia i nie lecę na zawołanie. Ale taki wrzask to nie zdarza się bardzo często.

Ogólnie to od trzech dni mam fazę płakania jak na niego patrzę. Przed chwilą też go ucałowałam jak spał i się poryczałam że mam takie wielkie szczęście. Ale to wszystko dlatego że w sobotę dostałam dwie smutne wiadomości. Po pierwsze dowiedziałam się że moja koleżanka poroniła chyba w 9 tygodniu. Dzisiaj miała iść na zabieg :-( jak to usłyszałam to się poryczałam i miałam cały dzień humor popsuty. Tak mi ich żal. A nie tak dawno poroniła kuzynka jej męża też na początku ciąży. Tym bardziej jak patrzę teraz na mojego aniołka w łóżeczku to nie mogę uwierzyć jak niesamowite szczęście nas spotkało że przez całą ciąże było wszystko w porządku i że urodziłam ślicznego zdrowego synka bez komplikacji. Poród też nie był jakiś ekstremalnie ciężki i nie mam zupełnie żadnej traumy. A też w sobotę dowiedziałam się że moja druga koleżanka urodziła w piątek synka, ale po znieczuleniu skurcze jej osłabły więc podali oxy. Po oxy zaczęło spadać tętno dziecku i już chcieli robić cesarkę, ale się unormowało więc pozwolili jej rodzić naturalnie. Pod koniec porodu dziewczyna zemdlała, ocknęła się jak jej szwy zakładali, dziecka przy sobie nie miała. Okazało się że musieli użyć kleszczy żeby dziecko wyciągnąć. Dzieciak chyba smółke oddał, bo ojciec dziecka mówił że cały zielony był. Apgar dostał tylko 6 i trafił do inkubatora. Na szczęście bardzo szybko wrócił do sił i potem już było wszystko ok, ale kto wie jakie mogą być skutki w przyszłości?? Normalnie nie jestem w stanie wyrazić jak bardzo jestem szczęśliwa że u nas przebiegło wszystko bez komplikacji i teraz mój kochany syneczek smacznie śpi już od 3,5 godziny!
 
marcia, pozazdroscic aniołka! oby tak mu zostało do 18-ki ;)

podziwiam Was dziewczyny walczace o laktacje. ciekawe, jak to bedzie u mnie, ale w razie czego Wasza determinacja jest bardzo mobilizujaca.

ja za to mam megalitycznego stresa ze odejda mi wody poza domem. i ze w ogole mi odejda i wszystko sie potoczy szybko i bez jakiejkolwiek kontroli. a ja bym chciala porod dla poczatkujacych jednak. wiec od dwoch dni tylko czekam na magiczne "pykniecie" i totalna fontanne :-D
wiem, glupie, bo ponad 80% porodow sie tak nie zaczyna, ale zlapalam takiego wodnego nerwa. z tego wszystkie sni mi sie woda i plywanie, ale to akurat bardzo mile sny ;)

ciekawe co u Mart. no i ciekawa jestem, kto tu jeszcze zostal w dwupaku? celinka? maggic? ANYBODY?
 
reklama
Dziewczyny, moja Ula chyba tyje tak na tym tłustym mleku nocnym bo w dzień to prześpi nawet 5,6 h, a w nocy musi mieć cycka średnio co 2 h. Mi to nie przeszkadza, bo ja tylko leże, a M przewija i przystawia, potem odnosi, a po ostatnim karmieniu rannym zostaje już z nami. Coraz bliżej końca połogu i M chyba myśli o wyczekiwanej bliskości:-), której nie było od listopada:no:, bo nieśmiało powiedział, że może Ula spałaby jednak w łóżeczku:-)

MieMie, 9 osób:no: no macie przerąbane, bo u Was podwójne oględziny przyjeżdżają oglądać dom i dziecko:tak:, ale widzę, że się już ogarniasz ze wszystkim. Ja o dziwo nie zapłakałam ani razu od przyjścia ze szpitala, nawet babki w szpitalu mówiły, że jestem twarda matka bo mnie nie rusza pobieranie krwi z główki, nie wiem czy to dobrze? Ale nie jestem z kamienia;-) śpiewam mojej Uleńce pioseneczki o niej, a dzisiaj usypiamy się w wózeczku, jedna ręką piszę, drugą pije inke, noga obsługuje wózek.

Aia, Twoja Marysia jest prześliczna i jest na pewno szczęśliwym niemowlakiem i nie zauważa różnicy pomiędzy cyckiem a mm. Ja bardzo doceniam to, że mam pokarm i że ta laktacja tak ładnie nam idzie. A w szpitalu oczywiście nic nam nie pokazali, ja podglądałam koleżanki z pokoju no i zaciskałam zęby, bolało, krew też była ale karmiłam i karmiłam. Potem bardzo pomogła mi położna która pokazała jak przystawiać, uratowała przed zapaleniem piersi podczas nawału itd.
A czemu usypianie trwa u Was aż 2 h? po każdym karmieniu? U nas po kąpieli ma taką aktywność, że nie chce zasnąć, wtedy leży z tatkiem na kangura i psem na kanapie, oglądają Dextera, a ja już śpię od 21, koło 23 M idzie spać, więc mi ją daję do karmienia i potem zasypiamy wszyscy.
Kochana jak Ty tych gości przeżyłaś? mnie męczyli Ci u rodziców, baa mnie męczy sama teściowa:no:

marcia, nie widzę nic alergizującego w tym co zjadłaś, ale każde dziecko jest inne, a myłaś banana przed? ja też nigdy nie myłam ale podobno te pestycydy ze skórki potrafią narobić jaj, a jednak pewnie trochę ich zjadamy podczas obierania. Ja nadal nie myje...


No nic na obiad dziś kulki z mielonego indyka, kasza, krupnik i nauka.
 
Ostatnia edycja:

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry