Nasz dzisiejszy dzień dosyć intensywny. Lila pospała w nocy ładnie, rano poleżała z nami w łóżeczku i minki swoje porobiła. Ok. 11 przyjechali M rodzice na śniadanie i posiedzieli po późnego popołudnia. Po 17 wpadła też do nas kuzynka z partnerem. Lila była dziś spokojniejsza. Mama M, która jest pediatrą, jak zobaczyła płaczącą małą to stwierdziła, że ona albo ma kolkę, albo męczą ją te bąki albo coś... I daliśmy jej takie kropelki przed karmieniem. Po nich Lilcia spała po każdym karmieniu ze 2h. Czyli to chyba rzeczywiście coś musiało być na rzeczy z tym brzuszkiem. Tylko wobec tego na co ta moja dieta? No ok, zjem czasem surowe jabłka, dziś zjadłam surówkę z marchewki i jabłka (na surowo),ale czy to może zaszkodzić? Dochodzę do wniosku, że niezależnie od diety, jak dziecko będzie miało mieć kolkę, to będzie ją miało nawet jak zje się wszystko "przepisowo".
Mart bardzo fajnie czytało się opis Twojego dnia. I to co napisałaś - taka radość z wyrwania się nawet na chwilę od codziennych obowiązków. Poczucie, że wciąż wiele można, że ludzie tak miło Cię przyjmują

No niesamowita sprawa. Oby, tak jak piszesz, więcej takich dni. Ja pewnie się tak fajnie poczuję, jak w końcu zaliczę fryzjera
Dzag, tatusiowe noce to fajny pomysł. Choć ja karmię na razie tylko piersią, to moja mała jest jakby do mnie przykuta. Też miałam wczoraj, podobnie jak Asia, pokusę, by dokarmiać mm, ale przetrwałam ten chwilowy kryzys. A tak poza tym, to gratuluję coraz lepszej organizacji. Jeszcze niedawno pisałaś, że ciężko jest cokolwiek zrobić, a teraz proszę

Tyle rzeczy sama ogarniasz. To jest godne podziwu. I bardzo mnie pociesza, że skoro teraz czuję się taka niezorganizowana i jakaś nierozgarnięta, to nie będzie trwało wieczność, że będzie lepiej. I bardzo dobrze, że samą siebie chwalisz. Trzeba siebie docenić, dostrzec to, co się robi, a nie to, czego się nie robi. Super

A poza tym, to też rozumiem, jak prosty wyjazd do sklepu może cieszyć i dawać satysfakcję. W końcu wyjazd z dzieckiem wymaga niemałej organizacji.
Asia, Twój opis wczorajszego dnia, córci - Rysia i jej ogólnego funkcjonowania - bardzo zabawny. Ciekawie się czyta o tym, jak funkcjonujecie i sobie radzicie.
Milionka nie zazdroszczę tych hemoroidów. Pamiętam, że zaraz po porodzie z ich powodu wręcz wyłam z bólu. Dziewczyny mi tu poradziły, żeby zastosować czopki i maść. Po trzech tygodniach stwierdzam znaczną poprawę. W końcu mogę normalnie siedzieć - co za radość wielka. Może i Tobie to pomoże. Trzymam kciuki, bo wiem jaki to ból i niewygoda.
Olga, bardzo dobrze się dziś zorganizowałaś. Z tego, co napisałaś, naprawdę bardzo dużo zrobiłaś. Mam nadzieję, że jesteś z siebie zadowolona, bo być powinnaś
Gorgusia - życzę Ci lepszych dni. Też ta kwestia diety mnie dobija, zwłaszcza, że widzę, że nie zawsze ta dieta pomaga. A organizm mamy też musi mieć z czego czerpać energię do codziennego funkcjonowania. Tobie też na pewno lepiej by zrobiło, gdybyś zjadła to, na co naprawdę masz ochotę. I gdybyś zrobiła coś dla siebie. Ja myślę, że jeszcze trochę czasu i będziemy w stanie więcej zrobić niż teraz. Dzieciaczki będą rosły, więc jest nadzieja, że będą się stawały coraz bardziej samodzielne i świadome wszystkiego. Głowa do góry
Ech, ostatni goście wyjechali dziś ok. 19:30. Złapałam się na tym, że jak rozmawiałam z kuzynką, to byłam tak padnięta i wykończona, że prawie usypiałam na siedząco. Teraz coś słyszę, że Lilcia nieco jęczy, więc pewnie za chwilę wstanie. Muszę więc się położyć - bo plecy mi padają ze zmęczenia i bólu. Miłego wieczoru dzielne Sierpnióweczki
