gorgusia pisze:
Kakakarolina- podbudował mnie Twój post... nie mam odwagi nikomu o tym mówić, a mam wrażenie,że za mało kocham tego mojego Szkraba. Kocham go, wiem,że muszę o niego dbać, wiem,że jest całkowicie zależny ode mnie i bardzo mnie potrzebuje, ale ta miłość wydaje mi się być taka bardziej gadana niż faktycznie istniejąca... Boję się i tym bardziej łapię doła,że może jestem złą matką.... Z każdym dniem mam większą potrzebę tulenia się do niego, bycia z nim,więc może potrzebuję czasu i tyle....
Kacper jest wystaranym i wyczekiwanym Dzieckiem. Bardzo go pragnęliśmy, a tu ja tak daję ciała....
No to w takim razie ze mną chyba też nie wszystko w porządku

. Bo na początku wiadomo - non stop czuwanie przy Maleństwie, opieka (ale też i wkurzanie się

), chuchanie i dmuchanie... Ale to tak chyba z automatu...

A dopiero od niedawna czuję, że faktycznie ta moja Kruszynka jest moja, że nie wyobrażam sobie już bez niego świata i jak tak coraz więcej kontaktuje to Maleństwo to coraz bardziej go kocham :-). A jeszcze bardziej się utwierdzam w tym, że moje uczucie narasta,kiedy sobie myślę, że nie wyobrażam sobie, żeby Tymek nie był Tymkiem tylko Majką. A przecież tak chcieliśmy dziewczynkę. A teraz proszę :-). Więc albo wszystkie 3 jesteśmy nienormalne, albo to po prostu jest normalne

.
mala.di pisze:
dzag, gratulacje takiego ogarniania

Tymek przestal Ci tak dawać popalić?cos mnie ominelo? bo wierzyc sie nie chce ze az tyle jestes w stanie zrobic przy małym rozrabiaku
Cóż, Tymek miewa coraz więcej lepszych dni i wtedy mogę coś porobić :-). Jeszcze zdarzają się tragedie takie, że po suficie zaczynam chodzić, ale już jest zdecydowanie lepiej

. Inna sprawa, że już się trochę go nauczyłam i wiem kiedy jest szansa na opuszczenie sypialni na dłuższy czas

.
mala.di pisze:
Mart, no takie dni wsrod ludzi sa nieocenione, tylko w moim wypadku to nawet wtedy jestem caly czas z małą tyle że poza domem... w domu zreszta tak samo, czy jestem sama czy nie, to opiekuje sie nią i tak tylko ja. kocham małą nad życie ale chcialbym miec czasem choc chwile wytchnienia
A ja to zaczynam czerpać radość ze wspólnych wyjść

. Wcześniej to było tak, jakbym z bombą zegarową wychodziła

. Nie wiadomo kiedy wybuchnie i co z nią wtedy zrobić

. A teraz, o ile Tymek jest spokojny, to sam relaks tak się przespacerować albo przejechać gdzieś. Też dojdziesz do tego,
mala.di 
, niech tylko Alicja się wyciszy troszkę, tak jak mój Tymek.
asia, ja też takie jazdy miałam z Tymkiem. Na pewno się tu żaliłam

. Przetrwałam, teraz jest o niebo lepiej. Takie naprawdę złe dni ma mniej więcej raz w tygodniu, i to z powodu dni rozwalonych przez wizyty u lekarzy. Więc teraz już da się wytrzymać. Na szczęście M masz dzielnego, więc razem z nim dasz radę. A za 2-3 tygodnie przeczytamy jak wszystko znowu ogarniasz, więcej niż dotychczas

.
O mnie dzisiaj nic nie będzie, nuda. Niedoszły pierwszy raz po porodzie (niech żyje nasz środek antykoncepcyjny Tymek

), wciąganie wczoraj zrobionego biszkoptu, obcinanie paznokci Tymka

, kościół, spacer. Nuda

.
Aaaaale ale!! Znalazł się sposób na kąpiel Tymka bez jego krzyku - przynajmniej w pierwszej jej części

. Ściągnęłam sposób
natasszzki - Bąbel brzuszkiem w dół. No i Tymek pływa sobie żabką w wanience

. Bomba. Ryk jest dopiero jak go na plecy obracamy żeby głowę umyć. Wpadłam na to po tym, jak rehabilitantka powiedziała, że on bardzo zestresowany jest, taki straszek mały. Ja pokojarzyłam jego zachowanie co i kiedy robi (łapanie rączkami powietrza, paniczny płacz) no i stwierdziłam, że to może być to. No i bingo!!
