Jezu, dziewczyny, ale mieliśmy wczoraj dzień. Na szczęście dziecię anioł od dwóch dni. Nie wiem czy zakwilił na 5 minut. Byliśmy wczoraj u jednych znajomych, w domu na budowie, u drugich znajomych, i nie skończyłoby się to dziwnie, gdyby nie fakt, że jak już wychodziliśmy około 20, zadzwonił ojciec kolegi że skonczyło mu się paliwo na autostradzie A2, na wysokości Pruszkowa (na szczęście 20km od Warszawy), stoi z matką na poboczu itd. Wszyscy byli po piwku, poza mną oczywiście. Więc przypadł nam w udziale wyjazd sos. Który zamiast dowozu paliwa i jazdy do domu, skończył się o 24, bo samochód i tak nie chciał zapalić. Nie będę wdawać się w szczególy, ale byłam mega wściekła że dałam się namówić na pomoc. Było pchanie, holowanie, próby odpalania z kabli. Ze mną w roli głównej (jedyną trzeźwą) i 2 miesięcznym dzieckiem śpiącym z tyłu w foteliku. Mega niebezpiecznie, -stanie na poboczu autostrady, gdzie pędzą tiry po 120km/h itd. Potem jak gdzieś źle zjechałam to musiałam jechać 26km do najbliższego zjazdu zeby wrócić w to samo miejsce, jeszcze do tego TZ został na miejscu z dokumentami od samochodu. No mówię Wam, masakra jakaś. Na szczęście Stasiulek cały czas spał. Miałam jak zawsze przezornie podgrzewacz samochodowy, odmierzoną gotowaną wodę w butelce i o 22:30 dałam mu mm, nawet nie wypinając z fotelika. Nie było warunków i spokoju żeby wyjąć cyca i nakarmić normalnie. Byliśmy w domu o 00:30. Wszystko przez starego durnia, któremu się nie chciało na czas zatankować. A mi brakuje asertywności. Ale powiedziałam sobie, że już nigdy więcej.
Synuś mój mega grzeczny i spokojny.
Asia współczuję problemów z piersiami, oby jak najszybciej ustąpiły. Ja jeszcze nie miałam problemów poza nawałem i poranionymi brodawkami.
Ja też myślę, że określenia skoki rozwojowe czy inne bunty, to tylko pomagają nam przetrwać trudniejsze chwilę, które zawsze są, były i będą.
Milionka też poproszę o numer konta na priv.
Miłej niedzieli kochane. Idę robić jagnięcinę na obiad.
p.s. widziałam wczoraj kuchnię na żywca :-) Obłędnie zajebista.