Mijam codziennie wielgachną reklamę "Przedszkole Montessori Muszelka". Zawsze mnie to fascynowało. W końcu zmusiłyście mnie do poczytania o co w tym chodzi. Opis metod pani Montessori i cała filozofia rozwojowa brzmi cudownie. Myślę sobie tylko, czy się te dziećki kiedyś nie zderzą boleśnie z rzeczywistością. Czy świat będzie tak samo "szanował naturalną indywidualność" - jak to ładnie było napisane. Dla mnie bzdety. I jeszcze po przeczytaniu opisu
k8, że dzieci nie są dobierane w grupy według wieku, tylko według rozwoju, umiejętności, wyobraziłam sobie, jak cudownie muszą się czuć dzieci nieco wycofane, może trochę słabsze intelektualnie, wśród dzieci młodszych od siebie. No i młodsze wśród tych starszych, którym być może dają radę rozwojowo, ale "siłowo" i "wzrostowo" nie. Biedactwa. Moi rodzice zawsze mi powtarzali coś, co kiedyś było dla mnie zmorą, ale po czasie zrozumiałam, że mają rację. Trzeba się porównywać do lepszych, a nie do gorszych. Trzeba się starać w miarę możliwości zrównać z lepszymi, a nie z gorszymi. To, że przyniosłam do domu tróję, a przecież 5 osób miało dwóję to żadne osiągnięcie. Bo 20 innych osób miało ocenę wyższą. Trója nigdy nie było w moim domu dramatem, z matmy była wręcz osiągnięciem

, ale rodzice tak mi zawsze przetłumaczyli, że jestem na tyle mądra, że jak przysiądę, to następnym razem kto inny z trójką będzie musiał się do mojej czwórki porównywać

. Te metody Montessori to pewnie raj dla dzieci kilkuletnich, ale to taka bajlandia dla mnie. Przynajmniej tak to odbieram po Waszych opisach i informacjach, które znalazłam w sieci. Praktyki nie znam. I nie chcę poznać.