witajcie dziewczyny... wpadłam się przywitać po kolejnej długiej nieobecności i jedno co mi przychodzi na myśl do napisania to narzekanie... jaka jestem daremna itp... ale nie będę Was zanudzać

długi weekend był OK, 3 maja byliśmy na wyprawie w górach i wspinałam się łącznie 10 godzin... byłam bardzo zmęczona ale dałam radę i to było wspaniałe! poza tym dni uciekają mi jeden po drugim, nawet nie jestem w stanie przypomnieć sobie co po kolei robiłam przez ten cały tydzień... sajgon w domu nadal nie ogarnięty a ciągle mi bajzlu przybywa. ogarnęłam jedną szafę a to co z niej wygarnęłam zbędnego znów zalega po kątach... mojej komody na ciuchy nie używam bo ciuchy ciągle gdzieś indziej się poniewierają... beznadziejnie, prawda?

chciałabym być innym człowiekiem niż jestem. Perfekcyjną Panią Domu. Ale nie umiem. Już 10 a ja nic nie zrobiłam poza śniadaniem dla mnie i Natalii. Przydałby mi się jakiś fajny psycholog żeby mi w głowie ponaprawiał.
A jaki mam brzuch!!! wczoraj mama dała mi dwie bluzki takie typu "ciążowe", właściwie to tuniki, takie marszczone z talią pod biustem, wyglądam w nich jak 9 miesiąc, słowo daję

a że wszystkie spodnie mnie uwierają (mieszczę się ale mi niewygodnie) to postanowiłam nabyć sobie jeszcze takie tuniki, tylko może jakieś bardziej dopasowane a nie takie zwiewne, obfite i pomarszczone jak te od mamy, bo to w sumie fajny wynalazek, jakieś legginsy do tego i będzie mi super

znalazłam też w szafie spodnie od dresu za kolano w których mało co chodziłam i okazało się że świetnie się w nich czuję, o tak - to mój styl zdecydowanie
a to część naszej ekipy w górach - ze mną pośrodku

na fotce brakuje mojego męża i Natalii, za to jest psia rodzina - 4 staffiki - podstawa mojej hodowli

pozdrawiam!!! (i ponownie obiecuję częstsze odzywanie...)