Wróciłam! Ależ Wy dużo piszecie! Chyba przez wszystko przebrnęłam.
W zeszłym tygodniu miałam kilka niefajnych przygód.
Piątek (13.) Wywróciłam się na oblodzonym chodniku przed blokiem i chyba coś sobie nadciągnęłam
Sobota pół dnia przepłakałam, bo mój ślubny obiecał swoim rodzicom, że w następny weekend (czyli ten, co właśnie się skończył) zaopiekujemy się ich domem i babcią, która nie najlepiej się czuje, bo wyjeżdżają. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że właśnie wtedy zaplanowaliśmy pojechać do moich rodziców na parę dni, bo akurat jako nauczyciele mają ferie. A B. się pokiełbasiło, że mamy jechać 26 stycznia. Nie wiem, skąd wytrzasnął ten termin. A mnie bardzo zależało, żebyśmy pojechali na dzień babci i dziadka, poza tym miała też przyjechać do moich rodziców moja babcia a w nIedzielę miała być msza za zmarłego dziadka. Więc się upłakałam tak, że cały dzień miałam opuchnięte i czerwone jak królik oczy. Teraz jak o tym myślę, to tej mojej rozpaczy nie rozumiem, ale no cóż... Ciąża, hormony. Później się okazało, że rodzice męża jadą właśnie do moich rodziców

Koniec końców pojechaliśmy, bo dziadkowie męża się zgodzili przejąć nasze obiecane obowiązki

Ale co ja wtedy przeżyłam...
Druga niemiła sobotnia rzecz. Jak to w sobotę, robiliśmy porządki. Pomyłam łazienkę i jak wstawałam od brodzika to tak mnie zabolało w plecach tam na dole, że nie mogłam chodzić. Położyłam się i tyle było mojego sprzątania. Myślę, że to od tego piątkowego upadku.
Niedziela. Nadal nie mogłam chodzić. Droga, która zawsze zajmuje mi 7-8 minut zajęła mi tym razem 25. Szłam tip topami, pochylona jak stara babinka. Masakra.
Poniedziałek. Migrena.
Wtorek. Wizyta u dentystki. Nie mogła mi dokończyć zęba, bo jej kilka razy mdlałam. Nic mnie nie bolało. Nie wiem czemu tak się działo. Skończyła, kiedy nie podnosiłam głowy do góry, tylko tak normalnie siedząc dziób otworzyłam. Na wpół zgięta mi grzebała w buzi. Głupio mi było strasznie, ale co poradzić.
Środa. Tu chociaż pozytywny akcent. Byłam na wizycie u gina, przezierność prawidłowa, dzidziuś 86 gramów, tętno 140 na 120, pięknie się rozwija, wymiary wskazujące wiek ciąży na 13+6,a ja wtedy byłam wg OM 12+1. Czyli w sumie podobnie jak na poprzednim usg wyszła "starsza" ciąża. Termin porodu wg tego badania ustalił na 20 lipca. Ja jestem "tylko" 3kg do przodu (bo na ostatniej wizycie było 4) i oczywiście ciśnienie na granicy życia

90/60. Miałam jeszcze pobieraną krew i nie zemdlałam!

I wzięłam zwolnienie z pracy od lekarza w związku z tym kręgosłupem.
I jeszcze księdza w środę miałam, upiekłam karpatkę, chyba smakowała, bo ksiądz zjadł 2 kawałki a ministranci po 3

a całkiem duże nakroiłam

W czwartek pojechaliśmy do moich rodziców i pobyliśmy aż do wczoraj. Wróciliśmy po 23, Szymek się przespał w samochodzie i do 2 nie chciał zasnąć. A obudził się jak zawsze, czyli 7.30 a w dodatku budził się w nocy. Czuję się jak zombie, bo ja w ciąży potrzebuję baaardzo dużo snu.
No i oczywiście jak tylko za dużo pochodzę albo dźwignę Szymka to kręgosłup pęka i ledwo chodzę.
Napisane na CHM-U01 w aplikacji
Forum BabyBoom