Znam doskonale to uczucie, tego się nie zapomina, nigdy… w 2016 poroniłam swoją pierwszą ciążę w 10tc, w następną zaszłam 4 lata później a i tak mocno się stresowałam aż do porodu. Czasami myślę sobie o tym aniołku i moich późniejszych dziewczynkach… i tak naprawdę nigdy się nie przewidzi co będzie. U mnie każde poronienie było „bezobjawowe”, tzn. objawy miałam jak w zdrowych ciążach, po obumarciu zarodków dalej wymiotowałam, miałam mdłości i resztę. U Ciebie niewiadoma z powodu głównie wymiarów, bo serduszko się pokazało, a ja Ci powiem, że z moim synem byłam u tego samego lekarza po dwóch tygodniach i niby zarodek urósł tylko o 3 dni, też się zestresowałam okropnie, ale potem poszłam po czasie już do innego lekarza i ciąża normalnie co do dnia z miesiączki, serduszko pięknie biło. Także i takie historie się zdarzają. A beta Ci rosła, co prawda już nie tak spektakularnie, ale i z takich wartości mogą być zdrowe ciąże. Głowa do góry, do poniedziałku już niewiele czasu zostałoBoże ja poprostu teraz siedzę i płacze...
W pierwszej ciąży gdy byłam młoda nie zwracałam uwagi na takie rzeczy bo wtedy przez myśl mi nie przeszło "bo co złego może się stać" ciąża była książkowa i bez żadnych objawów.
Dopiero po ostatnim poronieniu głowa jest pełna strachu i obaw.
Nie wiem sama co mi dzisiaj jest. Poprostu siedzę na łóżku w sypialni i becze jak małe dziecko.
W innym stanie zrobiłabym sobie porządnego drinka żeby sie odstresować...