Cześć. W Krakowie pogoda parszywa, a czuję się adekwatnie do tej pogody :-(
Wróciłam od internisty, niby nic poważnego, na razie bez antybiotyku...ale ostatnio też tak było i skończyło się na antybiotyku właśnie. Ledwo dolazłam do domu, a teraz zalegam w barłogu. Do pracy już nie planuję wrócić (a chciałam chociaż do końca maja pociągnąć), w środę mam wizytę u ginekologa, mam nadzieję, że on już nic nie dołoży... Już trochę nie wyrabiam prawdę powiedziawszy, pracuję w biurze, 8 godzin przed komputerem, czym niby można się tu zmęczyć, ale jednak...
Ja też z tych co lubią ład i porządek, ale przez ciążę (trochę nieładnie tak formułować to stwierdzenie uppps i dziecko obwiniać) zaniedbałam trochę mieszkanie, aż się sama sobie dziwię, że mnie to nie wk***, ale nie mam po prostu siły. Nawet zmywarka u mnie potrafi stać nieopróżniona ze 2 dni. Chcę się trochę ogarnąć na tym L4, póki się jeszcze ruszać mogę. Prania i pracowania ciuszków dla Polci jeszcze nie zaczęłam, czekam na lepsze dni. Pod koniec maja wraca moja siostra z wymiany studenckiej i ona mi trochę pomoże i towarzystwa dotrzyma, bo mój mąż dostał propozycję właściwie nie do odrzucenia pracy w delegacji we Wrocławiu...co nam obojgu nieźle psychikę ryje od kilku dni.
Ale dość mojego marudzenia! Wygadałam się, trochę mi lepiej.
Widzę, że u niektórych z Was ładna pogoda i chęci do życia. Tak trzymać! A maruderom takim jak ja przesyłam buziaki.
Amelia mnie się często zdarza taka "zadyszka" przy mówieniu, od początku ciąży właściwie. Tak to już chyba być musi, nie ma rady.