Hej :-) pogoda piękna, od 2 tygodni jestem chora i chyba w ciągu tygodnia prawie w ogóle nie wychodziłam na dwór, bo było paskudnie i zimno. Dziś to co innego, aż miło pospacerować :-) gorzej, że od jutra podobno upały, a tego nie lubię - mogłoby być cały czas ok. 25 stopni i wystarczy;-) ale jakiś leniwy ten dzień, dobrze, że pomidorówka została z wczorajszego dnia to chyba nic nie będę gotować ;-) z resztą nie mam ochoty stać przy kuchni, najadłam się nektarynek i jabłuszek, marchewkę też schrupałam czyli na lekko ;-)
gorgusia ja już choruję 2 tygodnie. Już był sok z malin, mleko z miodem i masłem, herbata z cytryną, od kilku dni katuję się syropem z cebuli, był *spam*, isla cassic, wit.C, syrop Stodal... Od dziś jest tantum verde... Zastanawiałam się nad wizytą u lekarza, ale w zasadzie to samopoczucie mam w miarę dobre, nie gorączkuje, nie jestem jakaś osłabiona, więc tak odkładam lekarza z nadzieją, że może w końcu przejdzie i uniknę antybiotyku. Kaszel w miarę przeszedł, tylko czasami nad ranem mam atak suchego kaszlu bo coś w gardle drapie :-( gardło boli głównie jak się obudzę i mam też wtedy nos zatkany, ale w ciągu dnia katar niewielki. Oby w końcu przeszło...
Jutro muszę zrobić TSH, ft4 i morfologię bo przez to choróbsko odłożyłam badania i wizyte u endo. Ale w końcu trzeba je zrobić i sprawdzić czy nic tam nie szaleje z hormonami.
cwikla to trzeba wznieść toast hehe za tą wyprowadzkę teściowej. A odnoście tych teściowych to ja tam na razie jakoś nie narzekam pewnie dlatego że dzieli nas ok. 50 km i widzimy się nie częściej jak raz na dwa tygodnie, czasami i raz na miesiąc ;-) ale pewnie jakby mi przyszło z nią mieszkać to by nie było tak słodko, bo raczej mam odmienne poglądy w wielu dziedzinach i czasami mnie irytuje to co mówi - potrafi coś walnąć prosto z mostu, szczera do bólu...
Np. ona wszystko soli z nadmiarem, ja z umiarem, a w ciąży staram się jeszcze mniej. Gdy piekłam mięso na imieniny męża to specjalnie dałam więcej soli, bo wiadomo że niektórzy wolą bardziej słone, a teściowa tylko spróbowała i od razu "dobre mięso, chudziutkie, tylko w ogóle nie słone, a jak nie słone to w ogóle bez smaku", oczywiście mąż od razu zaprotestował i większość gości też i mówią, że dość słone, wystarczająco. Po prostu teściowa przesadza z solą i to bardzo i jak gdzieś pojedzie to wszystko wydaje jej się niesłone. A tak nie jest... I nie potrafi pojąć, że nikt tyle nie soli. Z tą solą to się dziwię, bo jest pielęgniarką, ma nadciśnienie a tyle soli
Ostatnio mąż mówi, że lekarz mu polecał szkołę rodzenia, to było od razu "ja czworo dzieci urodziłam bez żadnych szkół rodzenia, po co tam iść, strata czasu i pieniędzy, poskakać na piłeczce, oddychać nauczą" i takie bla bla bla. A mąż do niej że my się nie wybieramy, bo mąż zwyczajnie nie ma na to czasu, ale jakby miał możliwość, czyli miał czas, szkołę rodzenia na miejscu i to bezpłatnie to by na pewno skorzystał, zawsze by się czegoś dowiedział.
Aż się boję jej powiedzieć, że do porodu biorę położną za 1500 zł, bo oczywiście będzie się mądrzyła, że ona czworo urodziła bez opłaconej położnej... A jak zobaczy nasze zakupy, wszystko co planujemy kupić, typu elektroniczna niania czy laktator to już w ogóle będzie, że po co, dlaczego, dało by radę bez tego...
Ogólnie jeszcze mi nie zalazła porządnie za skórę, ale cieszę się, że mieszkamy oddzielnie bo wiem, że ciężko by mi było. I tak z mężem będziemy robić wszystko po swojemu ;-) i to my będziemy decydować co kupimy a co nie, czy opłacimy położną itd.
