olaolatm
Początkująca w BB
Witam!
Moja sytuacja do najprostszych nie należy i to również dzięki mnie samej. Przebywam nadal w związku małżeńskim, który fizycznie zakończył się 2 maja 2012 r. Wyprowadziłam się od męża do innego mężczyzny. Zawarliśmy związek małżeński tzw. 'z wpadki'. Nie układało się nam od początku. Rodzice naciskali na ślub cywilny, później kościelny. Po urodzeniu dziecka mój stan fizyczny i psychiczny był opłakany. Relacje psuły się po całości. Często dochodziło do wymuszonego współżycia, lub współżycia na zasadzie 'coś za coś' dzięki czemu od męża chciałam się trzymać jak najdalej. Nie byłam cudowną żoną ani on cudownym mężem. Kłótnie, szarpaniny etc. Mieszkaliśmy z rodzicami męża. Oni teraz w obronie swego cudownego syna twierdzą, że było cudownie a ja zołza odeszłam. Zakończyło się moją zdradą i odejściem. Czuję, że wina za rozpad pochodzi z obu stron, za ostateczne odejście odpowiadam jednak ja. Czy mam jakiekolwiek szanse (jeśli rozwód będzie z orzeczeniem o winie, bo małżonek początkowo deklarował, że bez) aby wina została uznana obopólnie?
Są jeszcze dzieci. Od maja do chwili obecnej mieliśmy układ 'tydzień na tydzień'. Ale tatuś 'żeby odreagować' wyjechał do UK. Na dzieci płacić nie chce, bo jak twierdzi on i jego rodzice: 'z jakiej racji' przecież przebywam na urlopie wychowawczym (załatwionym dzięki jego cioci) więc ile ja bym na te dzieci chciała. Co ze sprawą alimentacyjną i rozwodem, jeśli jego nie ma w PL?
Moja sytuacja do najprostszych nie należy i to również dzięki mnie samej. Przebywam nadal w związku małżeńskim, który fizycznie zakończył się 2 maja 2012 r. Wyprowadziłam się od męża do innego mężczyzny. Zawarliśmy związek małżeński tzw. 'z wpadki'. Nie układało się nam od początku. Rodzice naciskali na ślub cywilny, później kościelny. Po urodzeniu dziecka mój stan fizyczny i psychiczny był opłakany. Relacje psuły się po całości. Często dochodziło do wymuszonego współżycia, lub współżycia na zasadzie 'coś za coś' dzięki czemu od męża chciałam się trzymać jak najdalej. Nie byłam cudowną żoną ani on cudownym mężem. Kłótnie, szarpaniny etc. Mieszkaliśmy z rodzicami męża. Oni teraz w obronie swego cudownego syna twierdzą, że było cudownie a ja zołza odeszłam. Zakończyło się moją zdradą i odejściem. Czuję, że wina za rozpad pochodzi z obu stron, za ostateczne odejście odpowiadam jednak ja. Czy mam jakiekolwiek szanse (jeśli rozwód będzie z orzeczeniem o winie, bo małżonek początkowo deklarował, że bez) aby wina została uznana obopólnie?
Są jeszcze dzieci. Od maja do chwili obecnej mieliśmy układ 'tydzień na tydzień'. Ale tatuś 'żeby odreagować' wyjechał do UK. Na dzieci płacić nie chce, bo jak twierdzi on i jego rodzice: 'z jakiej racji' przecież przebywam na urlopie wychowawczym (załatwionym dzięki jego cioci) więc ile ja bym na te dzieci chciała. Co ze sprawą alimentacyjną i rozwodem, jeśli jego nie ma w PL?