Hej Słomeczki. Kurde ja ostatnio mam szalone dni, wszystko na mojej glowie, już 5tyg bez męża (zwykle po tym czasie zjezdzal na tydzien, no ale tym razem do zobaczenia zostalo nam 5miesiecy

), tysiace spraw do zalatwienia, rahabilitacja malucha coraz trudniejsza bo silniejszy i sprytniejszy- wie jak sie wyrwac. A takie chucherko jak ja nie ma az tyle sil... :-( Dopadla mnie mala deprecha, mam dolek i szukam wsparcia wsrod kogos kto mnie zrozumie. Wczesniej nie pisalam bo mialam jechac do meza za 2mies, pelna energii powtarzalam sobie ze z kazdym tygodniem pozostaje coraz mniej czasu. No ale nie, musial powiedziec ze na swieta Bozonarodzeniowe i wszystko zepsul

. W dodatku CIAGLE SIE KLUCIMY! i to ciagle.... kazda nasza rozmowa konczy sie sprzeczka, ja nie wiem czy to nerwy ze to juz 7mies na odleglosc a przeciez nie tak mialo byc?? czy poprostu zaczynamy sie od siebie odsuwać? Chwilami mam dosyc. Wczoraj tez mnie wkurzyl

. Wiecie mimo ze Adas ma dopiero 7mies to MARZE o córeczce :-). moze nie teraz, wiem ze bym nie wiedziala w co rece wlozyc ale tak za rok, moze dwa... No ok, bylby drugi chlopak to bylby ale ja tak kocham dzieci ze chce miec co najmniej 2. I prosze, czlowiek ktory przed slubem zapowiadal mi caly autobus dzieci wczoraj mi oswiadczyl ze wiecej nie chce i zebym zaczela brac tabletki!! Szczyzt wszystkiego bo wie ze marze o drugim dziecku. Stwierdzil ze Adas mu wystarcza. Tak, pominmy fakt ze przez 7mies jego zycia widzial go tylko kilka razy. Rece mi opadaja na tego chlopa. Czasami mam wrazenie ze jest zlosliwy zeby celowo zrobic mi przykrosc. potem przeprasza za niektore slowa tlumaczac sie, ze ta cala odleglosc go dobija bo nas ma a zarazem nie ma. I ze sam sobie z tym nie radzi... Ale ja juz nie mam sil wiecznie byc ta dobra, ktora mowi "bedzie ok" i slucha, ze wcale nie bedzie, bo sama zaczynam w to wierzyc... Mam ochote sie poddac.