Macie racje kobietki, jemu z tym dzieckiem to chodzi o te wrzaski, nieprzespane noce, kolki, pierwsze zabki... przyznal ze nie ma pojecia dlaczego ja chce drugie dziecko, przeciez czlowiek tyle sie przy nim nameczy (nooo pominmy to ze w 99% to ja sie mecze ;-) ) a skoro mamy juz jednego bobasa...to moze starczy. Och, no dobrze, starczy, ale na jakies 2-3 lata. Dam mu swiety spokój, nie bede mu mówic ze bym chciala, przypomne sie tylko w odpowiednim czasie.
A tak pozatym, dzien za dniem, dzien za dniem...cholerna monotonia. I masz racje
hana pewnie te klutnie sa spowodowane tym ze nie jestem pogodzona z ta sytuacja, bo nie jestem. Najpierw zawsze mowilismy ze malzenstwo na odleglosc nie wchodzi w gre, bedzie sie robilo nadgodziny i jakos to bedzie... bylo...do czasu. Potem sytuacja zmusila. No ok, obiecalismy sobie pol roku, oddac dlugi i ze zjedzie... minelo pol roku, zjechal z Wloch... pojechal do Anglii

Przed wyjazdem bylo: "kochanie to tylko kilka miesiacy, gora pol roku i do mnie przyjedziesz" i teraz sie boje ze znow cos sie zmieni. I tak bedziemy trwac.
Ach i dobija mnie to ze jestem uwiazana w domu. Bo co 3godz musze dziecko rehabilitowac, w miedzy czasie uspic, dac jesc, pobawic sie i wyjsc na krótki spacer. Zanim zaczelam cwiczyc z Adasiem to chodzilismy ;-) do kolezanek co tez maja dzieciaczki, do babci w odwiedziny, do cioci, ktora lubi go nosic... a przez to ze rehabilitacja wymaga okreslonych warunkow to nie moge sobie pozwolic na te male przyjemnosci. Albo nieprzespane noce bo zabki ida... tak bardzo czasami zazdroszcze mezowi ze on moze w nocy spokojnie spac a przez dzien widzi inne twarze, nie tylko dziecko i sciany mieszkania...