Jagód na okoła naszej wiochy nie ma. Trzeba jechać daleko dalej. To może w niedzielę z rana z mężem.
Aschle, - nie możesz tak mówić. Nikt jaj sobie nie robi z Ciebie.
Popatrzcie na mnie. Pierw odwlekaliśmy z M. Później odstawiłam tabletki i od 2008 r nic. Pierw intensywnie, później na luzie. Następnie zdiagnozowana tarczyca i na nowo rozpoczęte staranka przy leczeniu tarczycy. Później góz piersi i zapomnieliśmy o dziecku. W zeszłym roku znów zaczęliśmy o tym myśleć i już rok od dobrej diagnozy ws guza. Luz bluz, sex z myślą o dzidzi, cały czas na luteinie i innych wspomagaczach. A teraz wrzut na luz i dalej nici z tego. Stwierdziłam, ze wystarczy tego może. Klinika, lekarz, badania. Teraz czynnie działamy i myślimy o dziecku. Pomimo tego że od 2008 roku minęło szmat czasu a jednak dalej nadzieja nas nie opuściła.
Nie można dać za wygraną.