Witam.
Postanowiłam napisać bo .. myślę że jestem Wam winna.Teraz.. Dopiero teraz jestem w stanie napisać że jestem mamą dwóch aniołków.
Beta ładnie rosła i wszystko było ok do momentu aż złapałam infekcję dróg moczowych przebiegającą z temperatura dobiegająca do 40 .( , gdzie kilka dni przed incydentem wróciłam z nad morza)Znalazłam się na ginekologii z diagnozą -zagrażające poronienie. Mimo tony antybiotyków, nie udało się. Mój kolejny Mały Cud opuścił mnie. Z taką wysoką temperaturą, która utrzymywała się prawie tydzień i przy CRP- 200, nie było szans aby ciąża rozwijała się prawidłowo. Emocjonalna znieczulica, gdzie nic nie czułam, nawet nie płakałam, minęła. Był etap wylewania morza łez, które nie przynosiły ukojenia. Do dnia dzisiejszego potrafię się rozpłakać tam gdzie stoję, w sklepie, na ulicy, łza toczy się jedna po drugiej, serce boli jednakowo, żal bezsilność, strach nie opuszczają mnie, nigdy do końca mnie nie opuszczą, ale walczę dalej !
Ze samą sobą, z przeciwnościami losu, z ogromną pustką, cierpieniem, które są w stanie tak do końca zrozumieć tylko aniołkowe mamy. Po raz kolejny upadłam, tak bardzo boleśnie, straciłam to czego najbardziej pragnęłam, powoli wstaje z kolan, podnoszę się, mimo że przychodzą gorsze momenty i wyję w poduszkę cały wieczór.
Od początku śledziłam losy Ś. P. Magdaleny Prokopowicz ,Ś. P. Joanny Sałygi, za każdym razem jak słuchałam wywiadu zastanawiałam się skąd one mają tyle siły aby walczyć, aby po każdym upadku podnosić się iść dalej,aby się nie poddawać. Twierdziły że każda z nas ma tą siłę w sobie, tylko trzeba umieć ją odkopać, odszukać. Dziś śmiem napisać że ,,dotknęłam,, głębiej znaczenia tych słów.Jak to zawsze mawiała Ś.P. Madzia: łeb do słońca!
Więc mimo wszystko łeb do słońca!
Ps: obecnie czekam na pierwszą @ po poronieniu, która ma przyjść we wtorek i wracam do kolejnych starań.
Przepraszam że tak tylko o sobie, ale... zupełnie nie wiem co, kto , i jak. Wybaczcie, jestem daleko, daleko w tyle.
Pozdrawiam.