A tak w ogóle to całe szczęście, ze najpierw poprawiliśmy te fasolkę, bo właśnie musiałam po raz pierwszy w życiu odholować męża do domu. Nigdy mi się jeszcze tak nie spił [emoji17] ogólnie to wam powiem, ze na tej imprezie było troje dzieci i w sumie to po raz pierwszy wydawało mi się, ze mój mąż patrzy „zachłannie” na te dzieci. Niby zawsze mi się wydawało, ze on do tego podchodzi bardzo na luzie, a dziś widziałam w jego oczach to „pragnienie”. Nie wiem, czy przez to się schlal czy to taki zbieg okoliczności ale jest mi strasznie przykro. Zdałam sobie sprawę, ze on bardziej liczy na te dwie kreseczki niż mi się do tej pory wydawało, chyba za długo to wszystko u nas już trwa. Jakoś musimy to ogarnąć, bo ta niepewność nas zabije.