Dzisiaj kolejna wizyta u lekarza, pęcherzyki ladne, wiec dostalam zastrzyk pregnyl 5000. Powiedziałam lekarzowi jak to ze współzyciem wyglada u mnie, i lekarz zrobil mi pogadanke i że jeśli męża nie przekonam do zaangazowania sie to powiedział że nie ma sensu abym przychodziła do niego bo współżycie tp jest baza do dalszych dzialan, badań itp.
Przeprosił mnie że mi to mowi. Powiedziałam mu ze ma absolutną racje, no ale to z mężem mam problem.
W sumie to poplakalam sie lekko u lekarza i tyle.
Ehhh i co ja mam zrobić.
Maz stwierdził ze on sie juz poddaje, i ze sie już pogodził z tym ze nie będziemy mieć dziecka.
ze jesli dziecko by nam bylo pisane to byśmy juz mieli.
Starania zawsze gmatwają relację. Każdy ma swój kres, gdzie czuje się bezsilny, bezradny. Chcesz dać osobie, którą kochasz coś co wydaje Ci się najpiekniejsze a nie możesz. Niszczy Cie coś od środka. Niszczy się i relacja. Tak łatwo się zapomina o uczuciach, które kiedyś iskrzyły a tak prosto wypomina wszystko, co nasunie się na język...
To dla żadnej stron nie jest proste kiedy miesiąc za miesiącem ponosi się porażke. Rzadko kto je lubi. Niestety są częścią naszego życia i to on zależy jak przez nie przebrniemy
Wydaje mi się, że Twój mąż może być na takim właśnie skraju i jest na etapie takim, gdzie poszukuje jakiegoś wsparcia, może szuka rozwiązań i to go dręczy.
To nigdy do końca tak nie jest, że jak facet chodzi i zachowuje siię jak macho to w środku coś w nim nie pęka...
To wszystko jest takie skąplikowane.
Mój partner zaraz bedzie miał 40 i czuje, że teraz dziecko stawia wyżej niż mnie. Przykro mi ogromnie z tego powodu, ale on oczywiście nic z tego sobie nie robi. Bo przecież jego marzeniem życiowym jest dziecko i ja powinnam go rozumieć...
Rozmowa z nim to jak walka z wiatrakami...