Witam Was wszystkie serdecznie
Długo szukałam miejsca na forum dla siebie. Po tym jak straciliśmy naszą córeczkę we wrześniu minionego roku, miałam wrażenie, że nigdzie kompletnie nie pasuję...
30 grudnia byliśmy na wizycie z wynikami sekcji naszej Kajuni. Zabił ją wirus z grupy enterowirusów, prawdopodobnie coxackie. Byłam chora ok 18-19 tc i to właśnie wówczas paskudny los nam ją zabrał. Wirus wyrządził w jej (jak również i moim) organizmie tak poważne szkody, że zmian nie dało się cofnąć...Kaya odeszła w 29 tygodniu.
Do czasu poznania powodu jej śmierci, panicznie się bałam,że lekarze mi zabronią kolejnej ciąży. Jestem po 4 cc. Podczas owej wizyty 30 dowiedziałam się,że miałam placenta accreta, czyli łożysko przyrośnięte (poważne powikłanie ciąży i porodu). Mój lekarz zakłada,że przebyte cc były tylko pośrednią przyczyną problemów z łożyskiem, a za bezpośrednią uznaje fakt, iż w wyniku obrzęku naszej córeńki, moje łożysko w ciągu kilku tygodni rozrosło się do granic możliwości i jak podane mam w wyniku sekcji-było ogromne. Jak było faktycznie? Nikt mi nie powie na 100%. Jedyny oczywisty fakt, to że może się problem łożyska powtórzyć w kolejnej ciąży. Byłam zszokowana taką informacją, bo ani w trakcie porodu (operacji), ani tuż po nikt mi o tym nie powiedział. Z reguły przy tym powikłaniu i próbie oddzielenia łożyska w czasie porodu dochodzi do krwotoku i w wielu przypadkach usuwa się całą macicę. U mnie owszem, lekarze mocno szarpali, ale nie straciłam dużo krwi i operacja przebiegła bardzo sprawnie.
Mój lekarz, to specjalista najlepszy w rejonie. Bohater roku 20010, który doprowadził do szczęśliwego końca ciążę u kobiety po 9 poronieniach. Tragedia z Kają doprowadziła nas do niego i za to dziękuję Bogu każdego dnia. To on właśnie podczas 2 tygodni walki o moją córkę zrobił więcej niż należało, aby ja ratować. I to on po odczytaniu opisu ostatniego cc powiedział,że "latka lecą" i muszę się spieszyć z kolejną ciążą. Nie mówił o czekaniu rok, czy dwa. Powiedział 2-3 cykle.
Wyszłam z tej wizyty i smutna (bo TYLKO wirus-pech odebrał nam naszą córeńkę) i szczęśliwa, że nie mamy genetycznych problemów i pomimo tych 4 cc możemy starać się już. Ja jednak jestem tak wystraszona na myśl o kolejnej ciąży,że aż mi słabo....Chcę. To wiem na pewno. Martwi mnie jednak to łożysko. Ufam swojemu lekarzowi. To na prawdę wysokiej klasy specjalista. Wiem,że będę mieć opiekę łączoną w kolejnej ciąży (on jest w mieście sąsiednim, a ja muszę podlegać również pod szpital u siebie w razie W). On sam mówi,że w kolejnej ciąży nie przewiduje szczególnych problemów...
Mąż mówi,żeby już działać. Ja zbieram siły i przychodzę tutaj. Ogólnie ujmując złego słowa na tutejszy NHS nie powiem. Mimo to wciąż brakuje mi kogoś obok, kto zna temat i wie,że u nas nie wszystko jest zawsze takie proste, jak w Pl. Inna sprawa, potrzebuję wsparcia i otuchy, bo sama nie wiem, co robić. Dziecka pragnę najmocniej na świecie. Boję się jednak panicznie ciąży. Wiem,że to rozumiecie
Kilka Waszych nicków kojarzę. Najbardziej oczywiście
mama290 
Co kochana u Ciebie? Wszystkim życzę powodzenia. I tym w ciąży i tym starającym się. Na koniec pytam, jak dałyście sobie radę z tymi wszystkimi obawami po stracie? Ja na razie się miotam.