Roxii - dziękuję Ci bardzo za wsparcie.
Ten mój post śni mi się po nocach. Napisałam go w okropny sposób ale się do tego przyznałam i przepraszałam że źle go ujęłam
. Wiem jak bardzo źle go ujęłam!!! jedno zdanie w tym poście już zakrawa na to żeby mnie znienawidzić. Jak sama potem go czytałam, byłam na siebie wściekła! Ale nie wykasowałam tego posta, choć mogłam. Popełniłam błąd i chciałam wziąć za niego pełną odpowiedzialność. Wzięłam i źle się to skończyło. Myślałam o tamtych dziewczynach jak o przyjaciółkach, czasami jak o rodzinie. Myślałam że jak zostawię tego posta, ale wyjaśnię jego znaczenie w mojej głowie, a nie tylko w tym co w nim widać w oczach, to będzie ok. Niestety wszystko umarło.
Tutaj zacytuję mój post i podkreślę które zdanie było odrażające. Jest mi wstyd za to co napisałam, ale nie jest mi żal, że nie wykasowałam tego. Traktuję to teraz jako próbę. Próbę którą prawdziwa przyjaźń by przetrwała. I zabolało że nie przetrwała. Bardzo zabolało.
Oto mój post
"A ja powiem tak:
Potrzebujemy nowych staraczek, bo większość z wątku jest już zaciążona !!! Małe "wybrakowane" grono cały czas czeka i się strofuje "zaciążonymi" babkami.
Kurka blaszka !!! Nikt tego nie powie, ale zazdrościmy innym zafasolkowania. Weźcie no, nie pogłębiajcie się w to swoje szczęście aż nadto - tak żeby dołować te nie zafasolkowane "kiedy usg, jest serduszko, to chłopiec, to dziewczynka, aaach..." ( chociaż macie do tego prawo
- oj MACIE!!!! ) ale wysyłajcie fluidki.
Jak się TU pojawiłam te fluidki były mega mocne, a teraz - ktoś zaciąży i życzy powodzenia innym. Nie ma już takich satysfakcji. Coś umarło... ale co??? Nadzieja ???
Każda zafasolkowana babka cieszyła się, i wysyłała fluidki (taki rytuał pocieszający) a teraz: "o, udało się to luzik,ale żadna rewelacja" Nie czuć już tego szczęścia. Dlaczego? Przykro jest "
ale naprawdę tak było.
Jak jakaś zaciążyła były mega kolorowe gratulacje, fluidki co dzień (taki dziecinny rytuał) ale fajny - ściskający za serducho - ale potem zanikł.
Na większości wątków tak nie było, i to było dobre, bo właśnie dzięki takim naszym rytuałom uwierzyłam w przyjaźń internetową. Ale ostatnio jedna z tamtejszych dziewczyn dała mi do zrozumienia że nie ma przyjaźni on-line.
A ja myślę że jest. Bardziej niż na żywo czasami. Bo pisząc wyrazisz więcej niż w oczy, bo czasami się wstydzisz.
Tu nie ma co kryć. Staramy się. Łączymy w informacjach.. Jeśli nie masz nikogo na żywo wokół siebie, kto również się stara - nigdy Cię nie zrozumie. Ale tutaj powinnyśmy się rozumieć o tak.
Fajnie
Roxii że masz takie zdanie.
Może jestem trudna, ale szczera. Czasami piszę coś na żywioł. Ale taka już jestem i się nie zmienię.
Mam tylko nadzieję, że zrozumiecie nie tyle tamtego posta, bo musiały byście prześledzić cały tamten wątek odkąd jestem obecna, a to by zajęło ho ho ho jeszcze jedno ho

ale chcę byście go poznały.
No nic - znów się wygadałam, pogadałam hi hi i idę spać za jakiś czas.:-)
Dobrej nocki


Noelko - dopiero Cię doczytałam - a który to to Twój dzień cyklu ???
Duphaston powinien wywołać @ a nie plamienia.
Prowadzisz wykresy? Ja nigdy tego wcześniej nie robiłam, ale zaczęłam od kilku cykli - to uzależnia! Ja jestem leń parszywy, i nigdy bym na to nie przystała, ale jak zaczęłam, to nie mogę przestać. To jak hobby.
Obiecaj że spróbujesz



