Widzę moje drogie, że też nie macie dobrej opinii na temat angielskiej służby zdrowia. Podzielam wasze zdanie, tutaj to jedynie dogorywać, a nie leczyć się. Ja ze swoim synkiem chodziłam do lekarza z kaszlem, dwa tygodnie go męczył, byłam u trzech różnych lekarzy, każdy mówił to samo, że samo przejdzie. W końcu się wkurzyłam, kupiłam bilety i poleciałam do Polski - diagnoza zapalenie zatok, jeszcze trochę i musiałby znowu iść do szpitala. Kolejna kwestia - moja stracona ciąża. Żadnego USG po oczyszczeniu się - samoistnie. Jedynym wyznacznikiem dla nich, że wszystko już ze mną w porządku, to test ciążowy


Masakra jakaś, temu leczę mojego synka w Polsce, cóż koszt takiego pobytu jest duży, ale wiem, że moje dziecko jest pod znakomitą opieką specjalistów.
edith -widocznie trafiłaś na jakąś normalną ekipę. Bo ja nie bardzo, czekać 3 godziny i pobrać od dziecka tylko próbkę moczu, to trochę za mało, jak na dziecko przywiezione erką z drgawkami gorączkowymi. I kto przy zdrowych zmysłach daje dziecku z atakiem leki w syropie, tylko popaprańcy


A poza tym dzień bez zmian, dziś wzięłam ostatnią dawkę Clo i powoli zaczynamy się przytulać, tym razem się uda







