W sumie nie można chyba nazwać tego staraniem bo narzeczony często wyjeżdża (taka praca) no i jak wraca stęskniony to działamy z tym, że to już tak z dwa lata. I czasem się zastanawiam czy może za wcześnie czy może za późno już, że nie ten termin.I tak w kółko. Ciężko coś zaplanować bo nigdy nie wiem, czy akurat na ten odpowiedni czas zdąży.
Później już to zaczęłam się zastanawiać czy za dużo o tym nie myślę, Rozmawialiśmy, zastanawialiśmy się no bo ile można...
No i postanowiłam nie myśleć. No i co? Teraz mi się spóźniał @ i już radość ale strach bo jak jednak nie? No i nie...