Bylam dzis w przychodni na pobraniu krwi i taka awantura wynikla, ze az sie poplakalam. Nie chce mi sie opisywac, bo to dluga historia, ale poszlo oczywiscie o kolejke... Jedna laska, ktora byla przede mna puscila kobiete w zaawansowanej ciazy i ten podniosl alarm. Potem twierdzil, ze ja przyszlam po nim, a ja oczywiscie zajelam kolejke i poszlam do wc. Potwierdzila to dziewczyna przede mna i ten nadal, ze ja sie wpycham i ze to kryminal. Az sie ludzie smiac zaczeli. W koncu jak przyszla moja kolej to zlapalam go za ramie i mowie prosze wchodzic skoro sie Panu spieszy, a ten ze nie prosze... Potem jeszcze ludzie wchodzili, a on nie, chyba zczail, ale zjeb. Jeszcze w miedzyczasie wykrzyczalam mu, ze tez jestem w ciazy i mogla bym bez kolejki, a czekam. Tak mnie zezloscil, ze jak usiadlam na fotel do pobierania to sie poplakalam i juz nawet nie przejmowalam sie, ze mi 4 fiolki pobiera