Używasz bardzo starej przeglądarki. Nasza strona (oraz inne!) może nie działać w niej dobrze. Naprawdę czas na zmianę na przeglądarkę, która będzie bezpieczna i szybka, na przykład darmowego Firefox, albo darmową Operę. Obie są bardzo szybkie, bezpieczne i wygodne.
Jestem nowa na forum, ale problem z którym się zmagam jest "stary". Staram się o dziecko od sierpnia 2010, więc niedługo miną dwa lata. Dwa lata ciągłych nadziei i rozczarowań. Tutaj na forum jest ma pewno wiele takich dziewczyn jak ja rozumiejących problem wieć mam nadzieję że mogę do Was dołączyć i trochę się wyżalić.
problemem jest jeden niedrożny jajowód, owulacja po clo też nie obfituje w pęcherzyki, mimo że biorę juz 4 tabl. dzienne. w piątek ma kolejne usg, może tym razem będzie ich więcej. to już 5 cykl z clo. gin planuje tez zrobić mi laparoskopię jajnika. może to pomoże... lekarz już niestety wspomina o in vitro, pewnie się zdecyduję jak wszystko inne zawiedzie. ale boję się ze i to się nie uda. na dodatek mąż ma powolne plemniki. bierze jakieś tabl. od androloga. zobaczymy...
Nie było mnie chyba tydzień u Was i nie ma szans żeby Was nadrobić Będę wdzięczna za jakiś skrót, co u Was się działo przez te kilka dni;-)
Kahaka, 5 kliknięć dzisiaj i przypominaj codziennie, a będę głosować Mama, Zjola? Jakieś dobre wieści? Hm?
a ja kochane jestem wyczerpana, te kilka dni dało nam tak w kość, że masakra
Sprawa się miała tak, ze nasz znajomy jechał ze swoimi psami do Rumunii na wystawę psów (do Sibiu), my mieliśmy odwieźć tego psa, do Serbii i zaproponował nam wspólną wyprawę. mieliśmy dorzucić się tylko na paliwo z różnicy km Serbia-Rumunia.
znajomy ma campera i wydawał nam się to dobry pomysł.
Na Węgrzech auto zaczynało tracić moc. 60km/h, z górki do 70km/h. Mój mąż na telefonie z Serbem do którego jechaliśmy aby kupił gdzieś filtr paliwa (typowe objawy). TIR'y na nas trąbiły, bo pod koniec na autostradzie to jechaliśmy już 50km/h. MASAKRA!!!
Ok, dojechaliśmy. Filtr wymieniony, autko pięknie chodzi i na dodatek właściciel psa nam mówi, ze możemy jeszcze go u siebie potrzymać 6 miesięcy a nawet dłużej więc ciśnienie mi podskoczyło, po jakiego grzyba tam w ogóle jechaliśmy. No ale nic. Ja się w sumie ucieszyłam, pies jeszcze bardziej, bo za właścicielem nie tęsknił i raczej Rudy RED zostanie już u nas na zawsze ;-)
było po 0:00 jak ruszyliśmy do tej Rumunii (prawie 500km), ujechaliśmy może 50km i co? Zepsuła się skrzynia biegów!!! Zatrzymaliśmy się, była 2 w nocy i syn znajomego jeszcze zarzygał całą pościel (nic dziwnego jadł na przemian słodycze, chipsy, kotlety, racuchy, kanapki i popijał napojami gazowanymi).
Wróciliśmy z powrotem do znajomego Serba, przespaliśmy się i w sobotę do mechanika. Czyli sobotnia wystawa przepadła. 300 euro naprawa, po 18:00 auto do odbioru. Znajomy już pieniędzy nie miał, aby zapłacić za wystawę i tam dojechać, także stwierdziliśmy, że w niedzielę rano wrócimy do Polski. Ruszyliśmy, wszystko super. Na Węgrzech... pasek klinowy!!!! Ledwie dojechaliśmy na stację benzynową z parkingiem. Był tam Polak i pojechał z chłopakami szukać paska. Ale w niedzielę nic nie czynne. Więc przymusowa noc w camperze na parkingu. Grill, Rakija i mója i mojego męża wściekłość
Rano pojechali po ten cholerny pasek i 100km dalej zaczęła się rezerwa palić, a ten "znajomy" oznajmia, że on nie ma kasy na paliwo i idzie spać!!! No myślałam, że coś mnie trafi!!! Tym bardziej, że koleś jeszcze w Serbii zrobił sobie zakupy za ponad 100 euro, a za 65 euro chciał przejechać 1000km.
Wróciliśmy wczoraj o 6:00, mój maż o 7:30 pojechał do pracy.
Wkurzona jestem, bo auto nie było sprawdzone przed wyjazdem - podstawowe rzeczy! Mimo, że pytaliśmy o to kilka razy. Wszystko na pokaz a ważne rzeczy poszły w odstawkę. koleś jeszcze nie zna żadnego języka a na początku chciał jechać sam z synem do Rumunii. Zero odpowiedzialności, prostactwo i buractwo!
No to się wyżaliłam ;-)
A dzisiaj byłam na kolejnym USG z Dynią, nadal jedna fasolka i już nic się nie zmieni pod względem ilościowym ;-)
Ale rozwija się bardzo dobrze, Dynia ma super progesteron i w przyszłym tygodniu kolejna wizyta kontrolna.
Andromeda WITAJ!!!Jak najbardziej, znalazłaś właściwe miejsce...zapraszamy... Balbinka HAJ--- A WIESZ ŻE DZIŚ O TOBIE MYŚLAŁAMM...zastanawiałam się jak tam ta Twoja wyprawa no ale opis no szok....ludzka głupota jednak nie zna granic...
Dobrze, że jesteś a dyniowe dziecię super~!!!
No dziewczyny... powiem Wam, że opisałam to w mega wielkim skrócie. Najgorsze było to, że byliśmy uzależnieni od faceta, inaczej powiedziałabym mu w twarz co o tym wszystkim sądzę. Jeszcze jego głupkowate komentarze i rażąca głupota. No normalnie szkoda gadać. ale przynajmniej dobrze go poznaliśmy i jak były plany na inne wspólne podróże, tak teraz mówimy stanowcze NIE ;-) Całe szczęście, że cali wróciliśmy do domu.
No Dyniowa Fasolka... zakochani jesteśmy już w niej po uszy będzie rozpieszczana przez nas wszystkich. A za tydzień okaże się, czy nasza staraczka weteranka Pyza zaszła w ciążę. Dwa razy nie udało się, teraz trzeci raz. Trzymajcie kciuki
od tego cyklu zaczęłam brać wiesiołek i casagnus, nie zaszkodzi a może akurat pomoże i in vitro koenieczne nie będzie.
pogoda dziś strasznie przygnębiająca