Witajcie kochane po dłuższej nieobecności. Czuję, że powinnam się wytłumaczyć. Na wstępie chciałabym powiedzieć, że pomimo braku mojego udzielania się przeglądałam wątek i czytałam Was na bieżąco

Wiele razy klikałam już przycisk "odpowiedz" w komórce a kończyło się to pustką w mojej głowie.
Bardzo dziękuję kochane, że pamiętałyście o mnie, wołałyście (to było świetne

). Chciałabym napisać co było powodem mojej nieobecności ale zapewne już każda z Was to wie - coś co można nazwać rozczarowaniem i zrezygnowaniem. Oczywiście nie zamierzałam opuścić Was na zawsze (tego bym nie wytrzymała

) ale musiałam się chyba zdystansować.
Można mnie
wpisać na listę z terminem @ na 30.12.2013r. Na samego Sylwestra, już mnie to wkurza
Co u mnie... nie udało się w poprzednim cyklu, bardzo mnie to zawiodło bo liczyłam na bycie sierpnióweczką. Dodatkowo zaniepokoiło to również Mojego, który jednak podszedł do tematu bardziej rzeczowo. Otóż przedwczoraj popołudniu poinformował mnie, że seksu nie będzie

Myślę sobie, no ok, w końcu mu odbiło od stresu w robocie, może jakiś karnet do zakładu psychiatrycznego na Gwiazdkę dam czy coś... a tu się okazało, jak już zechciał mi wyjaśnić (a miał niewielkie opory), że dowiadywał się, dzwonił i postanowił, że w piątek najpóźniej zawiezie nasienie do badania. A przed badaniem wymagany jest "post" 3-5 dni. I on mnie w ten sposób informuje, że nie będzie przytulanek

Boże uchowaj...
Jak widać męskie podejście do tematu jest bardziej praktyczne niż moje - tj. siedzenie i użalanie się. Ale powiem szczerze, że Mój zrobił na mnie ogromnie pozytywne wrażenie tą decyzją. Myślałam, że to za wcześnie więc nawet nigdy o tym nie rozmawialiśmy, przez najbliższe pół roku raczej nie wyszłabym z tą propozycją bo przecież "nie dajmy się zwariować". A on stwierdził, że jak nie sprawdzimy to się nie dowiemy i nie zaszkodzi. Bardzo mi zaimponował
Mam nadzieję, że nie pomyślicie sobie o nas źle, wiem że na różne badania powinno zacząć się chodzić dopiero po (jak dobrze pamiętam) roku prób bezskutecznych, jest mi trochę głupio, że pomyślicie że jestem w gorącej wodzie kąpana. Trochę się boję, że wyjdziemy na panikarzy strasznych...
A odnosząc się do tematu, bo jestem pewna, że wiecie więcej niż ja, a nie chcę opierać się na "znalezionym w necie" - jak to jest z tą 3-5 dniową przerwą? Wydaje mi się to okropnie nielogiczne. Na stronie przychodni piszą, że przerwa jest potrzebna, żeby organizm "nazbierał" plemniki. Jednak badanie robimy po to aby określić jakość spermy do zapłodnienia w
naszym przypadku a my przytulamy się codziennie. Czy czekanie 3 dni ma sens? Czy nie lepiej pójść po (powiedzmy) jednym dniu przerwy, max. 2 dniach i wtedy zobaczyć jak z jakością? Gdyby była kiepska wiedzielibyśmy żeby próbować z większymi odstępami i "uzbierać" żołnierzyki

A gdyby było ok to można próbować tak jak zawsze. Zastanawiam się po prostu co nam da wiedza, że wszystko jest okej w momencie kiedy prawidłowy wynik będzie opierał się na 3 dniowym przestoju, którego u nas zwyczajnie nie ma...?
Bardzo Was proszę o opinię
Na koniec jeszcze raz dziękuję Wam za to, że jesteście i jak bardzo mnie wspieracie. Posty, które pisałyście po moim negatywnym testowaniu były bardzo pocieszające, budujące... naprawdę poczułam, że mam w Was oparcie mimo, że są to relacje internetowe to nie wstydzę się przyznać, że pomogłyście mi dużo bardziej niż niejedna koleżanka tutaj na miejscu. Bardzo Wam dziękuję :*
P.S. Przepraszam, że tak bardzo o sobie tylko napisałam ale czułam się w obowiązku trochę wytłumaczyć przed Wami. Jest mi nieco wstyd że tak uciekłam, mam nadzieję, że przyjmiecie mnie z powrotem.