No wiec zdaje relacje...
Widziałm pecherzyk, troszke urósł od ostaniego razu teraz widac go wyraznie i dostałam juz nawet zdjecie

Na serduszko trzeba poczekać ok 2 tyg conajmniej jescze...wiec teraz umówie sie w okolicach 27 czerwca...lekarz powiedział ze jest poprawa, zdecydownie mniej brązowego sluzu niz ostatnio, ale jeszcze cos tam jest, wiec kolejne dwa tygodnie w domu...lezec odpoczywac, nic nie dzwigać i nie chodzić po schodach - to jego głowne zalecenia (a ja 4 pietrze mieszkam bez windy...ale juz we wrzesniu przeprowadzka do nowiutkiego slicznego miezkanaka na 1 pietrze i to z windą

) Ogolnie nic nie wskazuje, żeby cos zle sie rozwijało, ale poki nie bedzie wiecej widac na usg to jeszcze nic nie mozna powedzieć...nie mam jeszcze karty ciązy... dopiero przy kolejne wizycie (mam nadzieje) Ciąza nadal zagrożona, ale wszystko jest na dobrej dordze

teraz juz sie tak palmieniami nie zamarwiam tylko tym czy na pewno sie wszystko dobrze rozwija...jeja...masakra...ale jest dobrze
A co do wagi...bo lekarz mnie dzis zważył...powiedział ze kilka kilo by się mi przydało więcej... mam 172 i w ubraniu (letnim) i balerinkach 50,5 kg...wydaje mi sie ze troszkę schudłam myślę ze jakiś kg co najmniej prze te nerwy...(ja tu i ówdzie chcialabym wiecej np w piersiach, czy w pupie...ale ogólnie to miałam w sowim zyciu mała obsesje na punkcie wagi i ciagle mi sie wydawalo ze gruba jestem...teraz tez czasem tak mam - taki ze mnie głuptas...)Poza tym juz sobie zrobilam zdjecia brzucha zeby było porównanie, ale jakos tak pokracznie wyszłam ... pewnie przez to, że sama je robiłam..póżniej może wstawie
