MOJA OPOWIEŚC MIŁOSNA:
Była zima… Pod koniec 2005 roku zalogowałam się na portalu sympatia.pl… Mijały tygodnie, rozmawiałam z kilkoma mężczyznami, czasami spotykałam się na kawie, ale niestety nic z tego nie wychodziło…. Aż tu nagle 7 luty 2006 roku, ktoś odwiedził moją stronkę, ale niestety nie pozostawił żadnej wiadomości… :-( Dn. 08 lutego 2006 roku postanowiłam się odezwać, bo miał fajne zdjęcie na którym pił pyszną kawkę… (a ja też jestem smakoszem kawy). Napisała, że też jestem smakoszem… i tak się zaczęło… Godzinami pisaliśmy do siebie na gadu-gadu…. Po tygodniu postanowiliśmy się pierwszy raz usłyszeć, i rozmawialiśmy na skype średnio 8 godzin dziennie… dosłownie o wszystkim… Mimo, że znałam go tylko wirtualnie to miałam wrażenie, jakbym go znała już wiele lat, rozmawiało nam się świetnie… Postanowiliśmy się spotkać… i nastąpiło to dwa tygodnie później dokładnie 25.02.2006r. Ponieważ studiowałam w Łodzi, to spotkaliśmy się właśnie tam… Przyjechałam autobusem, jak wysiadłam, to oczywiście wypatrywałam go wszędzie, bo mieliśmy się właśnie tam spotkać… Gdy go zobaczyłam, to od razu mi się nie spodobał wizualnie :-( (był po prostu żle ubrany i wyglądał bardzo grubo) aż miała zamiar się odwrócić i wrócić do domku… ale niestety zauważył mnie i lipa… musiałam iść z nim na kawę… Poszliśmy do kawiarni „niebieskie migdały” – było dość fajnie, wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciastko… Jak kelnerka przyniosła rachunek, to on zbytnio nie wiedział co zrobić… już sama miałam wyciągnąć portfel i zapłacić, ale on mnie jednak ubiegł i zapłacił… Poszliśmy się jeszcze przejść, bo miałam troszkę czasu do ostatniego autobusu… a była piękna pogoda… sypał delikatny śnieżek… dużo rozmawialiśmy… Po 22 dotarliśmy na dworzec. Wsiadając do autobusu musiałam podjąć decyzje czy chcę brnąć w coś co nie do końca było po mojej myśli… tzn. on mi się nie podobał wizualnie… Gdy autobus ruszył pomyślałam: „trzeba postawić wszystko na jedną kartę bo warto… jeśli się nie przekonam to mogę kiedyś tego żałować” i wtedy właśnie zakuło mnie serduszko i poczułam motyle w brzuchu :-) Po 15 minutach napisałam mu smsa, że świetnie się bawiłam i mam nadzieje, że to nie nasze ostatnie spotkanie. Odpisał, że na pewno nie ostatnie. Przez dwa kolejne tygodnie znów codziennie rozmawialiśmy po kilka godzin dziennie. Az przyszedł dzień 11.03.2006r. wtedy robiłam swoje urodzinki w wynajętym domku i zaprosiłam tam J. I wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło…..
5 m-c później 01.08.2006r zamieszkaliśmy razem :-)…
I żyli długo i szczęśliwie :-) :-) :-)
Do dziś się śmiejemy, że nasz miłość to nie miłość od pierwszego wejrzenia, tylko „miłość od pierwszego maila”. Sama sobie udowodniłam, ze wygląd nie ma znaczenia, tylko wnętrze człowieka – najśmieszniejsze jest to, że mój mąż strasznie mi się podoba…na pierwsze spotkanie był po prostu źle ubrany , zresztą sam póżniej to powiedział... Uwielbiam jego brzuszek, oczka, usta, policzki, i inne rzeczy, o których tu nie będę pisała – zostawię tylko sobie
