hej dziewczyny, widze, ze temat zwatpienia jest...ja tez tak mam danao...co prawda ja tych naprawde starajacych sie cykli to mam dopiero 3, ale tez czuje, ze nic z tego nie bedzie:-( ja dodatkowo jestem chora, ciagle cos jest nie tak z moimi hormonami, teraz jeszcze mam jakas bakterie a nie mam jej kiedy leczyc, bo przeciez szkoda mi kolejnego cyklu. czekam na udroznienie jajowodow, bo mysle, ze nawet jezeli mam owu...czego nie wiem to moje jajowody sa niedrozne wiec do zaplodnienia i tak nie dojdzie. boje sie tego, ze jezeli okaze sie to rzeczywiscie prawda czeka mnie IVF, boje sie, ze w pewnym momencie nawet to nie pomoze...a tedy zostane sama:-( dla mnie najbardziej niesprawiedliwe jest to, ze jedni nie chca a maja a ci co chca nie!
jezeli chodzi o Boga to tez mialam rozne fazy z NIM. po tym jak dowiedzialam sie, ze jestem chora nie moglam mu tego wybaczyc, ze czemu ja? czemu tak malo osob choruje na ta chorobe i czemu akurat ja? mialam ostra faze gniewu, potem zaczelam mocno wierzyc, czego przykladem jest moj ostatni cykl, w ktorym wyszly dwie kreski, tak sie ucieszylam gdzies w sercu, ze przestalam sie modlic, poszlam na bete okazalo sie, ze nie ma fasolki:-( fachowo moze sie to nazywac ciaza biochemiczna, ale ja nie wiem czy to przez ten NIE-SZACUNEK do Boga...
nie wiem juz sama...chce miec dziecko, ale juz czasem nie mam sily, zeby walczyc o nie, bo gdzies w glowie mam takie poczucie, ze i tak sie nie uda:-(
ufff....to tyle...az sie splakalam