Dobry...albo raczej zły...
Ja nie wiem jak ja mam myśleć o ciąży, jak co chwilę wyskakują coraz to nowsze problemy.... Znowu mój miał dziś atak swojego piaseczku w nereczkach i zjeździliśmy pół Oleśnicy by dostać się do jakiegokolwiek gabinetu zabiegowego. O samym szpitalu nie wspomnę bo tam nawet nie wiadomo, gdzie iść, jak się zapytałam kogoś w kolejce kto ostatni, to a i owszem odpowiedzieli ale, "trzeba wejść do środka zgłosić się pielęgniarce (sic!!!) bo lekarza nie ma". A nam chodziło o zwykły zastrzyk w dupę. W końcu pojechaliśmy do przychodni mojego, kobitka zrobiła zastrzyk, pokazała mi jak go robić, także następne ewentualne zastrzyki w razie w, będę dawać ja w domu. Jak dostał zastrzyk wyszliśmy na korytarz to ten musiał usiąść by ochłonąć, bo jego organizm źle przyjmuje inne obce substancje. Gdybyście go dziewczyny widziały, on mi się zlał z zielonym kolorem ściany! W pewnym momencie myślałam, że siedzę obok ufoludka! Był taki zielony! Po zastrzyku w dupkę!!
Jeszcze musiałam zarejestrować prywatnie mojego na usg jamy brzusznej...i wiecie co? Terminy są tak zajęte, że z ledwością kobitka wcisnęła mojego w sobotę. Przynajmniej pójdziemy razem, ja na usg tarczycy on usg brzucha. Jakaś masakra!!!! Znowu z chomikiem muszę jechać, a dziś wrócił teściu ze szpitala. Na razie zero problemów. Mój tylko oświadczył, że staramy się o dziecko i ma ojciec szybko wracać do normy bo kto będzie bawił.
Na razie zrobiliśmy mały celibacik, bo nie ma sensu się nawet kochać jeśli go brzuch co chwilę pobolewa. Od dwóch dni robię mojemu kąpiele gorące na te nery i od tych dwóch dni zawsze kąpiel kończy się nadprogramowych seksem, ale cóż. Jakoś nabiera wtedy ochoty.
Także mam super ekstra atrakcje na cholernie wspaniały początek roku.
A teraz idę spać, dobranoc (jak mi się dziś chciało spać, to przez mojego nie spałam pół nocy).