woohooo ja też mam niedoczynność. 3 miesiące przed zaczęciem starań poszłam do lekarza i rozmawiałam z nim właśnie o tarczycy, ale moje tsh było na poziomie ok 3 i oczywiście - mieści się pani w normie. Potem kolejny endo i pani dr, która stwierdziła, że to nie tarczyca tylko po prostu jestem gruba (w rok przytyłam ok 10-15kg) i powinnam ćwiczyć 2h dziennie, żeby (cytuję) "leciał mi pot po dupie", to schudnę. Pół roku od pierwszej wizyty zaszłam w ciążę i poroniłam, wciąż nikt nie chciał brać na poważnie mojej tarczycy. Oparłam się w klinice niepłodności, bo wszystkie wyniki moje i męża ok. Wtedy trafił się normalny lekarz, który skierował mnie na usg tarczycy. Okazało się, że w krwi tego nie widać, ale na usg coś się tam dzieje. Dostałam euthyrox w dawce ok 25 i zaszłam w ciążę w pierwszym cyklu. Tsh wciąż rosło i doszłam do 75, ale urodziłam zdrową córeczkę. Tsh spadło w końcu do 1,5. Obecnie biorę 50. W ciązy przytyłam tylko 10kg, a obecnie jestem już 6kg lżejsza niż przed ciążą. Reasumując - jakby ktoś wziął mnie na poważnie nie musiałabym poronić i przez rok przeżywać koszmaru. Mam nadzieję, że u Ciebie już się udało, albo niedługo będziesz cieszyć się serduszkiem :*
Pyscek i jak wizyta? Wszystko dobrze? Tak się cieszę, gratuluję po raz setny :*