• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Starania po straconej ciąży

  • Starter tematu Starter tematu kalina
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
witajcie znowu w pracy , córcia dała popis jak wychodziłam eh szkoda dziecka ale pewnie dużo dzieci tak reaguje jak mama wychodzi do pracy,
co do tego jak wytrzymuje jak męża nie ma w domu ( to chyba sie przyzwyczaiłam i powiem szczerze, że nauczyłam się żyć sama z córką - taki jestem wredny jedynak czasem mam wrażenie że do życia potrzebuje tylko jej) wczoraj powiedziałam mężowi że chyba Bog wiedział co robił zabierając nam dziecko, bo przecież to dziecko pokomplikowałoby mu pracę zawodową, musiałby w wakacje być z Oliwią a nie szkolić się na poligonach... ale jestem wredna
dlaczego wydawało mi się że najlepszą obroną jest atak, zaczyna mnie łapać jakaś beznadzieja, że wszystko co robie o co się staram i tak nie wychodzi, może jestem przemęczona na tygodniu praca w wekendy szkoła nie mam czasu na nic nawet nie odsapnełam po tej świątecznej tragedii tylko może to i lepiej....
pozdrawiam wszystkie dziewczyny i życzę wytrwałości
mi odeszły siły chwilowo nie chce nic
 
reklama
Martyynaa81 może warto poszukać inną Panią psycholog. Albo i księdza, jeżeli czujesz że jest cokolwiek co może Ci pomóc aby poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, myślę że warto tego spróbować. Ciało się leczy samo w czasie ale duszę także trzeba wyleczyć i niestety to zazwyczaj się "samo" nie zrobi. A rozmowa może pomóc. Może właśnie ksiądz będzie umiał odpowiedzieć na Twoje pytania. Tylko obyś trafiła na takiego z powołania.
Specem nie jestem i nie chcę urazić, ale pozwolę sobie wyrazić opinię na temat tego co napisałaś o poczuciu winy. Myślę, że to jest tak, że po przeżytych stratach, chcesz za nie kogoś obwinić, aby móc się na kogoś złościć, na kimś wyżyć, choćby na samą siebie. Bo łatwiej jest kiedy możemy się na kogoś gniewać i zrzucić winę, może wtedy bardziej wierzymy, że następnym razem się uda. Myślę że gdzieś tam w środeczku, sama zdajesz sobie sprawę z tego, że nie byłaś w stanie przewidzieć że to są wody. Myślę, że po wcześniejszych stratach, byłaś bardzo ostrożna i bardzo o siebie dbałaś, ponieważ nie chciałaś aby historia się powtórzyła. Myślę, że robiłaś wszystko tak jak należy - bo gdyby to była nieprawda, to nie cierpiałabyś tak (w sensie, że gdyby Ci nie zależało, to byś tak nie bolało). Domyślam się że mogą Tobą targać różne uczucia i emocje i uważam że może pomóc pozbycie się ich. Może to mieć różną formę, może potrzebujesz się porządnie wypłakać, albo opowiadać i opowiadać, a może dobrym wyjściem byłoby iść gdzieś na łąkę i się wykrzyczeć albo pobić coś np. worek w siłowni? Moim zdaniem warto próbować wszystkiego, jeżeli wierzy się że chociaż minimalnie może to pomóc. Wstyd się przyznać, u mnie po stracie punkt przełomowy nastąpił kiedy myślałam że już jestem w miarę pozbierana, poszliśmy do znajomych w weekend wypić trochę alkoholu no i wypiłam go za dużo. Na szczęście mieli taki pokój gościnny w którym mnie zostawili, razem z moim M, gdzie na przemian szlochałam i wymiotowałam. Mój M nic nie mówił tylko słuchał, myślę że też mu się łezki w oczach kręciły.
Co do szwu, słyszałam że czasami zakładają, pytanie moje jednak jakie są minusy założenia szwa? Zastanawiam się, skoro jeden lekarz radził a inni nie, to czy mogły wyniknąć z tego tytułu jakieś komplikacje. Czy oprócz szyjki i bakterii są jeszcze jakieś podejrzenia co mogło być przyczyną? Czy dzidzie były zdrowe?
 
Mgielka2008 nie uważam że jesteś wredna, każdy z nas ma inne charaktery i różnie potrzebujemy bliskości. Gdy byłam w szpitalu 3 dni czekając na zabieg, nie pozwoliłam nikomu do siebie przyjść, a mężowi pozwoliłam być ze mną codziennie nie więcej niż z 20 minut. Samolubnie, ale potrzebowałam być sama, bez rodziny i znajomych i nie żałuję. Myślę że w złości mówi się różne rzeczy, a złościsz się, bo doznałaś straty.. Nasi M muszą być silni i znosić nasze huśtawki nastrojów, zapewne Twój M w głębi duszy wie że cierpisz i mówisz takie rzeczy bo potrzebujesz dać ujścia swoim emocjom. Z jednej strony dobrze mieć dużo zajęć bo wtedy jest łatwiej nie myśleć. Z drugiej jednak zadbaj o to, abyś się chociaż wysypiała.
 
mgiellka zolnierz w domu to musi byc ciezki orzech do zgryzienia. Wydaje mi sie ze zadzialal Twoj instynkt samozachowawczy, kazda z nas stara sie znalezc gdzies wine za to co sie stalo. Ja w lekarzach i szpitalu, u Ciebie niestety padlo na meza a Martynka u samej siebie... musimy to przetrwac, z pewnoscia czas zlagodzi nasze nastawienie do swiata i ludzi. Sorki ze to powiem, ale nie mozesz robic wyrzutow mezowi za to ze stara sie zyc dalej w miare normalnie nie oznacza to wcale, ze nie cierpi po stracie.
Wbrew pozorom to my kobiety jestesmy silniejsze, faceci tylko dobrze opanowali gre pozorow ;-).
Ja na Twoim miejscu postaralabym sie zrobic jakis maly wypad cala rodzinka gdziekolwiek chocby do Mc z Oliwia, obojetnie byle razem i powinnas odsapnac przemeczenie tylko poteguje zle samopoczucie.
 
danutaski mnie to sie wydaje, ze u mgiellki to jeszcze dochodzi do tego wszystkiego poczucie osamotnienia. Maz ciagle jak nie poligon, to szkolenie i to takie zycie z zoldakami. (poczytalam troszke ostatnio watek ZONA ZOLNIERZA) i naprawde maja nie latwe zycie dziewczyny.
 
dzięki za wsparcie,
możliwe że to troche tak jest, że czuje się osamotniona ale cóż ważne że mam moją Oliwię, powodzenia w starankach,
ja dostałam super zadanie do wykoniania w pracy męczę się z drukarką nie używaną od wieków hihi
największym ukojeniem dla mnie jest ostatnio sen, kurcze takie mam realny sny, gdzie jestem szczęśliwa, aż zaczełam spać do 8.00 i potem szybko kawka i wypad do pracy na 9.00
Próbuje sobie znaleźć jakiś cel, narazie mam dwa trudne egzaminy w niedzielę, więc na tym sie skupię, a co do mojego męża to taka ostoja spokoju z niego on nigdy na nic nie narzeka, co zrobią gdzie go wyślą to jemu to pasuje, mówi tylko:"trudno" a mnie to od razu szlak trafia ( może jakby sie wkurzył to bym widziała jakieś emocje) eh no nie no nie bedę na niego narzekać
zmykam do drukarki pa
 
trzymam kciuki za egzaminy, a z drukarka to faktycznie dali Ci bojowe zadanie.
No i taki "kochaniutki" ten Twoj mezus cos jak moje szczescie, tyle ze ten to juz nawet "trudno" nie powie ;-)
 
No i u mnie niestety niedobre wiadomosci.Bylam u mojego lekarza ran o skierowal mnie zaraz do szpitala.Niestety moje hcg jeszcze 49,i na usg bylo widac jakies resztki.W szpitalu zbadali,dali krople ktore maja spowodowac zeby cos jeszcze wyszlo i w sobote mam sie stawic do kontroli.Jesli hcg bedzie dalej dodatnie i nic nie wyplynie to niestety musze miec znowu lyzeczkowanie.
Juz pomalu trace nadzieje ze moze byc u mnie wszystko dobrze.Na widok szpitala wszystko znowu wrocilo co przezylam w grudniu.
Wiec teraz juz tylko czekanie do soboty,co znowu tam lekarz powie.
Chcialabym zeby to byl zly sen i jak sie obudze bedzie wszystko dobrze.
Dziewczyny pomozcie.....
 
Karo01 przytulam Cię mocno. Musisz być dobrej myśli, po tabletce na pewno się oczyści i zabieg nie będzie potrzebny. Ja badania hcg po stracie nie robiłam bo nie miałam skierowania, a płatnie to u mnie 40zł wychodzi :baffled: więc sprawdzałam testem ciążowym, który był pozytywny nawet 6 tygodni po zabiegu. Dopiero po 8 tygodniach miałam negatywny wynik. Na wizycie kontrolnej byłam 2 tygodnie po zabiegu i nie miałam pozostałości.
Nadal jesteś świeżo po stracie, bo miesiąc czasu to krótko i też by mnie dobiły takie wiadomości. Bądź zatem dobrej myśli, że wyjdzie samo po kropelkach. W sobotę na USG jeżeli nadal coś będzie jeszcze widać, pytaj lekarza czy można jeszcze coś innego spróbować, czy zabieg jest konieczny. Ale ja wierzę że nie będzie potrzebny!
Przyjdzie czas kiedy będzie wszystko dobrze, teraz musisz skupić swoje myślenie na tym aby swój organizm doprowadzić do "pionu" a potem pewnie będziesz myślała o nowych starankach i wszystko się ułoży tak jak byś sobie tego życzyła :)
 
reklama
Karo01 Martusia tu pisala, ze z pierwsza @ organizm sie dodatkowo oczyszcza w sumie ma to sens, chyba zbyt szybko robili Ci ta bete, skoro potrzeba od 2-6 tyg na przybycie @. Czyli tak jakby resetu naszego organizmu.
Widze, ze Ty rowniez Niemcy, jakos nie ufam za bardzo tutejszym lekarza. Moje wyniki z lozyska mialy byc za 2-4 tyg... zaraz sie bedzie zaczynal 7-my i nadal echo w eterze.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry