myszka, Ozila, eska BARDZO Wam dziękuję za słowa otuchy!!
Choć już myślałam, ze pozbierałam się całkowicie, to jednak przychodzą takie chwile, ze nie mogę znaleźć sobie miejsca, taki smutek mnie ogarnia, że nic nie cieszy i tylko bym się w kłębek zwinęła i zniknęła. W takich momentach mam ogromne wyrzuty sumienia... :-( Choć każdy z lekarzem na czele, mówią, że nie mogłam nic zrobić, żeby temu zapobiec to i tak myśli pozostają. Ale wierzę, że tak jak mówicie, nauczę się z tym żyć i jeszcze doczekam się dziecka

że zdążę, bo najmłodsza już nie jestem, a i ze staraniami idzie opornie. eh..
Moja "starszyzna" też uwielbia dzieci, w całej Rodzinie opiekuje się wszystkimi maluchami. Zresztą syn strasznie przeżył ten ostatni czas, tak bardzo się cieszył, a chwilę później tak bardzo rozpaczał..
Dziś mi trochę lepiej, bo się zmęczyłam rowerowo :-) Było bardzo przyjemnie, przejechane pół miasta i okolic, coś koło 40km. Teraz siedzę i piję kawkę bezkofeinową (inaczej bym nie usnęła ;-)) i mam chwilę czasu dla siebie.
Cieszę się, że na Was trafiłam...
Mąż bardzo mnie wspiera, ale nikt tak doskonale nie rozumie straty dziecka, dopóki sam tego nie przejdzie.. :-( dlatego tym bardziej się cieszę, że mnie przyjęłyście i jeszcze dajecie nadzieję swoimi przykładami! Dzięki!
Powinnam w sumie przeczytać cały ten wątek, ale tyle tego jest, że nie wiem czy zdołam kiedykolwiek... ;-)