• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Starania po straconej ciąży

  • Starter tematu Starter tematu kalina
  • Rozpoczęty Rozpoczęty
mika!!!!!!!!!!
:-):-)
Pięknie! Pojawiło się "coś' optymistycznego!! I to zdecydowanie, nie dziwie się, że lepiej Ci się oddycha ;-) Od początku ten wynik bety był jakiś podejrzany. Wiesz co, wg mnie to kompletnie niemożliwe, żeby we wtorek to było 112, w środę 4500, a w czwartek 600... Ja rozumiem,że są różne wahania w organizmie, ale aż takie???
Trzymam kciuki za Ciebie, uśmiechnij się choć troszkę, może nie wszystko stracone. Poczekamy, zobaczymy. Póki co poobserwują Cię kilka dni, pobadają, przyjrzą się becie i macicy w usg. Będzie dobrze.
Trzymaj się mimo wszystko, jesteś bardzo dzielna!


Madziorrku, tak mam insulinooporność. Dziś nawet byłam kontrolować poziom insuliny. U mnie objawiało się to tym, że na czczo i glukoza i insulina były w normie i to nie jakoś w górnej granicy wcale. A po obciążeniu glukozą, po 1 i 2 godzinach glukoza ładnie spadała, a insulina była ciągle sporo za wysoka. Daj znać jak Twoje badania.

pietrucha, jak u Ciebie? :blink:


Ja dziś wreszcie poszłam na oznaczenie progesteronu. Wydaje mi się, że jestem już kilka dni po owulacji, więc najwyższa pora to sprawdzić. Ten progesteron oznaczony w 28dc wyszedł 1,01 ng/ml, czyli niby norma przed owulacją, a u mnie jej jeszcze na bank nie było. No zobaczymy jak teraz. Strasznie jestem ciekawa.

Wiecie mam jeszcze taką jedną refleksję , na maxa smutną niestety, ale muszę gdzieś się wyżalić, bo mi się ulewa... Wczoraj jak jechaliśmy do tego lasu, kilka aut przed nami było zderzenie... I to takie, że tir wbił się w drzewo, a z dwóch innych aut prawie nic nie zostało.. Z dwóch aut wyszli kierowcy, zygzakiem, ale na własnych nogach, a w jednego byłam pewna że nikt już nigdy nie wyjdzie.. pan z silnikiem, fotelem kierowcy i całą resztą był na wysokości bagażnika.. Nie przeżył. A pewnie ktoś na niego czekał, pewnie miał plany... To jest straszne!!!!!!!!! Zginął niewinny człowiek, bo wypadek nie był z jego winy, on tylko próbował się ratować. Kurcze...
I tak sobie myślę, że czasami na siłę musimy wykrzesać z siebie choć odrobinę pogody ducha, bo żyjemy!! Bo ciągle mamy szansę wstać rano, a wieczorem przytulić się do kochanego faceta. Bo jest ktoś obok nas kto nas kocha, Boże jakie to jest ważne!! Jak strasznie byłoby się znaleźć na miejscu tej żony, na którą spadła taka wiadomość, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić..................
Ważny jest KAŻDY dzień, KAŻDY. I musimy go na maxa wykorzystać, aby był dobry.
Dobra, sory za marudzenie. Musiałam........ choć cały czas potwornie mi ciężko z tym widokiem jaki mam przed oczami

Ściskam Was mocno, każdą po kolei.
 
reklama
Celta dokładnie każdy ma drogę, misję, cel - dlatego jak mojej mamy siostra zmarła nagle na zator w wieku 38 lat mając obok siebie męża najlepszego kardiologa w całej okolicy - to stwierdziłyśmy z mamą, że CARPE DIEN!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Madziorek wszytsko się ułozy i niedługo bedziesz w ciąży:))

Martoocha śliczna Stelcia zapomniałam pogratulować

Mika tak jak mówi Malgonia uważam jej teorię za poprawną, musio być dobrze:)

Malgonia ściskam Cie i całuje

Madzia dokładnie szanse są zawsze

Wszystkie dziewczyny pozdrawiam i całuję W NAS SIŁA!!!!!!!!!!!!!!!!
i cieszę się, że "tu" jestem i mogę dzielić z Wami smutki i radości,

Dziękuję
 
Celta a bierzesz jakies leki? Ja jade do mojeg gina we wtorek bo juz powinnam być 5 dni po owulacji, a tej nadal brak (patrząc tylko i wyłącznie po temperaturze- w dalszym ciągu 35,7 ) 2 tyg już prawie bola mnie jajniki jak ja Cię pierniczę, no i pół roku bez zaskoczonka- tak na wszelki wypadek wszystko zobacze czy nadal jestt git. No i jeszcze dzisisaj piłam tę glukozę to od razu z wynikami podskoczę.

A co do Twojej wypowiedzi masz rację. I ja zaczełam się starać zmieniać swoje życie na lus- będę piękna bogata i szcęsliwa;p a wtedy to się dzidzius pojawi bez dwoch zdań, jesli nie moj to z adopcji, ale na to jeszcze trzeba czasu....

Pietrucha- Twoja beta ok??
 
mika i tak trzymac. Wtedy trzeba potraktowac ten rok na spelnienie innych marzen- podroze, kurs jezykowy, wyglad super laseczki;p, zamienic sie w szczesliwa osobkę, ktora pozniej stanie sie szczesliwa mamusia;) ja odpoczywajac od forum zapisalam sie na ang, silownie, posprzatalam idealnie dom i robilam duzo dla siebie. Gdy moje obsesyjne myslenie o ciazy spadlo o 1 % to stwierdzilam ze jestem uleczona i mogę spokojnie już tu wrocic;p
 
Mika co za ulga! Pojawiło się w końcu światełko! Może ta beta 4500 była pomyłką, któa pociągnęła za sobą lawinę zdarzeń? Ciągle o Tobie myślimy i strasznie mocno trzymamy kciuki i modlimy się, żeby wszystko skończyło się pomyślnie. Trzymaj się Kochana!
Madziorek zanim zaszłam w tą ciążę też 95% moich myśli było skupionych wokół jednego. W pewnym momencie zastanawiałam się nawet czy nie iść do jakiegoś psychologa, bo w głowie miałam jedno – próbowałam się na czymś skupić ale te myśli mnie prześladowały. Aż w końcu okazało się, że jestem w ciaży i teraz 99,99% skupia się wokół niej :) reszta to potrzeby fizjologiczne :) Chyba od tego nie uciekniemy.
celta bardzo przykre są takie zdarzenia ale właśnie dlatego jak tylko przez myśl przechodzi mi jakieś narzekanie, to od razu powtarzam sobie, że jest mnóstwo ludzi na świecie, którzy mają znacznie gorzej, są dotknięci różnymi tragediami i staram cieszyć się z tego co mam, mimo że nie zawsze jest tak łatwo.
 
celta to musiał być straszny widok.
Ja czasem siadam i zaczynam myśleć. Że nasze życie jest takie krótkie. Ze może się skończyć w każdej chwili. Znam swojego meża 7 lat i te 7 lat minęło jak błyskawica i jak sobie pomyślę, że jak będzie mi dożyć starości to tylko jeszcze 6-7 razy tyle i to będzie koniec... a co dalej?? co z nami???
Ja nie jestem bardzo wierząca.... więc nie wiem co się dzieje z duszą po śmierci, ale wiem, ze boję się śmierci strasznie, tego że już nigdy nie będę z bliskimi których kocham....
I jak o tym myślę, to płaczę.... bo wiem, że to nieuniknione bo kiedyś umrę.... prędzej czy później ale zniknę. A ja nie chcę znikać.
 
mika nie biorę Cie za wariatkę, bo ja też mam wrażenie że spotkałam kogoś kto nie żyje.... i właśnie boję się, że po śmierci nasze dusze są uwiązane, widzą swoich bliskich i nie mogę być z nimi, dotykać, rozmawiać...
Najgorsze, że nikt nie wie co to będzie...
Kiedyś byłam katoliczką, wierzyłam że po śmierci pójdę do nieba, życie wieczne.... ale wiele w życiu przeszłam i po moim poronieniu nie poszłam ani razu do kościoła... przestałam wierzyć... nie potrafię.... i teraz nie wiem w co wierzyć, że się dzieje po śmierci.... reinkarnacja, tułanie dusz, spokojne miejsce..... bo na pewno wiem że coś sie musi dziać. Bo dusza to energia, a fizyka mnie nauczyła, że energia nie znika, nie może.
 
mik.a kochana ja gleboko wierze ze zmarli do nas przychodza i nie raz czuje ich obecnosc. Tylko obecnosci moich Aniollkow nie czulam nigdy:(

Powiem Wam jedna głupią historię, straszna mam dzisiaj głupawkę swoja droga. W drugiej ciąży były dwa jaja, ale jedno sie nie rozwinęło. No ale mój dziadek byl tak podjarany, ze nie dopuszczal do siebie mysli ze rozwija sie TYLKO JEDNO DZIECKO. i CIAGLE MNIE PYTAL CO Z TYM DRUGIM. kOCHAM BARDZO MOJEGO DZIADKA, ALE NIE MAJAC MU SILY JUZ NIC TŁUMACZYć pOWIEDZIALAM MU ZE BRAT GO ZJADŁ. bIEDNY DZIADEK ZESMUTNIAL I POWTARZAL W KÓLKO "mAŁY kANIBAL". Straszne literowki, ale cos mi się z kompem dzieje. Teraz sobie przypomnialam tą sytuację i strasznie mi się śmiać zachciało.

ehh buziaki
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry