To było tak.. 23 listopada miałam ostatnią miesiączkę, jakoś 10grudnia miałam normalne objawy ciąży tj. częste bieganie do wc, zgaga, mdłości (bez wymiotów), pełniejsze piersi, a nawet już rozstępy. 20 grudnia był termin spodziewanej miesiączki, ale jej nie było, kilka dni później zrobiłam dwa testy - oba negatywne wiec pomyślałam, że znowu 56 dniowy cykl będzie a objawy to sobie wymyślam choć jakieś miałam przeczucie, że jednak jestem w ciąży.. Ale czekałam dalej, brałam kwas foliowy jak i przed ciążą. Jakoś w połowie stycznia poszłam do ginekologa, on nie zobaczył nic na usg, powiedział ze oczy moich nieregularnych cyklach mogłam zajść w ciążę później niż jak wyliczyłam. Miałam przyjść za tydzień, wtedy jak poszłam skierował mnie na betę. Juz wtedy bolało mnie podbrzusze bardziej po lewej stronie. Później zaczęły się brązowe skąpe plamienia, 27 stycznia zapomniałam o nich powiedzieć bo byłam podekscytowanauze beta wyszła ponad 1020 jakoś tak. Miałam przyjść znowu 3 lutego. Wtedy zaczął się horror, okropny ból lewego jajnika, najgorszy przy chodzeniu, jakby ktoś mi go ciągnął i wbijał gwoździe. Zaraz w domu zobaczyłam, że mam plamienia bardziej pochodzące pod krew. Myślałam, że to normalnie bo naczytalam się w necie, że plamienia są normalne a ból może wynikać z zapewnia czy coś takiego. Pomyślałam wytrzymam do wizyty. Cały tydzień plamilam raz krwią a raz na brązowo i okropnie bolalo. Nie wytrzymałam poszłam do szpitala to tam baba mi powiedziała, że mam mieć skierowanie od lekarza rodzinnego. Pokazałam jej wynik bety i mówię co mi jest a ona ze ja to nie obchodzi póki nie mam skierowania. Najadlam się nospa i przeszło trochę, no i 3 juz poszłam do szpitala. Tam już było ze mną coraz gorzej. Bylo mi słabo jak stałam, jak leżałam to nic. No i w nocy miałam krwotok wewnętrzny (nie wiedziałam że to się dzieje ) krwotok objawial mi się tak: myślałam że mam wzdęcia a nie mogę się wypróżnić wiec pielęgniarka dala mi czopki glicerynowe, po czapka wylecialo wszystko ze mnie ale brzuch nadal bolał, później doszedł ból brzucha promieniujacy przez żebra i kończący się na barku uczucie jakbym źle spala. No i właśnie jak zgłosiłam pielegniarce te bóle to powiedziała ze to nie są sprawy ginekologiczne, rano nawet chodziłam do toalety z tym krwotokiem ale musiał być ktoś przy mnie. Później pojechałam na usg, lekarz powiedział mi ze potrzebna będzie operacja, że jestem jedną nogą w grobie(przy usg dopochwowym bardzo bolalo mnie w srodku) a i beta z 3 lutego była już ponad 1700, potem pojechałam na zabiegowke, dali mi coś w zyle i film mi się urwał.