Hej dziewczyny

Chyba do Was dolacze tutaj na troche...
W polowie wrzesnia na USG niestety dowiedzialam sie, ze ok 9 tygodnia serduszko mojego maluszka stanelo :/ Nie wiadomo co sie stalo, ja zdrowa jak ryba, mamy z mezem juz dwoje starszych dzieci i obie ciaze przebiegaly bez wiekszych problemow. Okreslili nawet kariotyp i okazalo sie, ze byla "zdrowa" dziewczynka (tzn chromosomy w normie). Skonczylo sie lyzeczkowaniem pare dni pozniej, bo objawow poronienia w ogole nie mialam. Tak naprawde mdlosci zaczely mi przechodzic dopiero na drugi dzien po lyzeczkowaniu!
Chcialabym jak najszybciej znowu sie starac, ale pewnie lepiej odczekac te karne 3 miesiace

W kazdym razie dokladnie miesiac po lyzeczkowaniu bylam na kontroli i gin stwierdzila, ze jestem "jak nowa" i ze kolo swiat spokojnie mozemy znowu probowac
Jest niestety cos, co mnie niepokoi od paru dni...
Dzien po wizycie u gin dostalam pierwszy okres po lyzeczkowaniu. Byl bardzo krotki i skapy, 3 dni, odrobina krwi, a reszta to brazowe plamienia. Ogolnie sie tym jakos bardzo nie przejelam, bo wiem, ze moze tak byc, zwlaszcza, ze wyczyscili mnie bardzo dobrze, po lyzeczkowaniu tez prawie wcale nie krwawilam.
Niestety po tym mini okresie (czyli prawie od tygodnia) caly czas mam lekko podbarwiony sluz, na tyle lekko, ze widac to tylko na bialym papierze, ale jednak caly czas cos jest i mnie martwi :/
Poza tym nic sie nie dzieje, nie mam goraczki, brzuch nie boli, w tej chwili znowu czuje, ze zbiera sie na owulacje.
Miala moze ktoraz z Was podobne zawirowania po lyzeczkowaniu?? Z gory dziekuje za wszelkie info

Wizyte u gin mam dopiero na 7 listopada, bo swieta