uciekam na pół godzinki. muszę skoczyć do sklepu, bo Grześ mi wybabrał całą bułkę tartą jak ostatnio na rybki jechał i nie mam z czego zrobić panierki do kalafiora- Grześ sobie na obiadek zażyczył, na szczęście mu się przypomniało że bułkę tartą wziął do zanęty ( ach te jego łowienie, kukurydzę do sałatki też mi podebrał i nafaszerował nią rybki

)
ech, ale się narobiłam- poodkurzałam cały dom, bo ten styropian to nawet w łazience i ubikacji był

co za beboki z tych kotów- takie nasze małpiszony (jak to z Grzesiem mówimy

)
brzuch znowu boli- tak dziwnie, nigdy tak nie bolał, nawet na @. jak to nie fasolka, to się wścieknę, bo to by oznaczało, że te leki mają na mnie taki wpływ- a to mi się nie podoba, bo ból jest irytujący

dla fasolki to wytrzymam, ale jeśli to te leki to im normalnie do tyłka nakopię (o ile znajdę jakiś tyłek

i zresztą co mi to da?


)
boli mnie też cała kość ogonowa i pipka też mnie jakoś tak od środka pobolewa


( sorki za szczegóły

) w autosugestie nie wierzę, żebym to sobie niby wymyśliła, a trudno mi się też nastawić na fasolkę (bo jak się człowiek tyle stara, to ciężko wierzyć, że się wkońcu udało


ale jeszcze parę dni i się okaże


niby termin na poniedziałek, ale jeśli by się nie udało to i tak będę musiała dłużej poczekać, bo nie wiadomo po jakim czasie od odstawienia dupka by przyszła @. wczoraj wieczorem wzięłam ostatnią dawkę.
Agutka a u ciebie jako? @ się rozkręca, czy zgrywa się dalej?
to jak tu taka cisza, to ja idę zrobić kotom żarełko- puszkę im dam, bo mają suchą karmę w misce i już łażą obrażone

w sumie tylko kocurek, bo on taki wybredny. Pićka to zżera wszystko co suche- psią karmę (nawet worek przegryzie), krakersy (jak dzisiaj rano), nawet mi zeżarła kilka kromeczek tego chlebka żytniego takiego (takie a la wasa tylko podróba)- i wszystko to podjada jak mają michę pełną żarła ( żeby nie było, że koty głodzę

)