mnie się wydaje, ze najważniejsza jest psychika.
Ja jak się starałam to byłam na dupku, płakałam,z e nigdy nie zostanę mamą, przeszłam depresje, moje małżeństwo ledwo przeżyło. Zmieniłam lekarza na moją lekarkę obecną a ona do mnie, ze na spokojnie, ze to psychika tak mnie kobieta pozytywnie nastawiła, ze szok. I pamiętam jak byłam u niej w poniedziałek na usg sprawdzic jak tam pechole a ona mi mowi, ze pechol ma 15 mm edno 6 mm wiec ja zdołowana a ona do mnie nie dołujemy się a staramy. Proszę przyjechać w środe wziać ze sobą pregnyl. Wiec mąż mowi to celibat do środy (a tak było w niedziele). Pojechałam z tym pregnylem w srode a ona mi mowi, ze pechola nie ma jest tylko ciałko wiec ja w płacz i mowie,z e my niet sexu a ona marsz do domu do wyrka przyjemnosc sobie sprawic i sie nie dołowac. Tak tez zrobilismy, ale nadziei sobie w ogóle nie robiłam bo pecherzyk pękł prawdopodobnie we wotrek wiec wg wszystkich publikacji na zapłodnienie nie mielismy szans a tutaj dwa miech później II krechy i szok.
Także medycyna swoje a organizm swoje a to co nam jest pisane to też swoje! Ale wtedy pamiętam pierwszy raz podeszlismy do tematu normalnie bez nacisku, pomiarów tempki itd.