cześć, jestem tu nowa, przeczytałam prawie wszystkie strony, które napisałyście.
Mam 25 lat i mam lewą stopę SKS. W grudniu urodziłam syna, który też ma lewą stopę końsko-szpotawą. Na początku byłam załamana. Bo myślałam, o tym co ja przechodzę etc. U mnie nie ma problemów fizycznych, aczkolwiek są psychiczne, wstydzę się tego, że mam jedną stopę trochę inną od drugiej, w związku z SKS jedną łydkę mam szczuplejszą. Ale w sumie mam męża, który mnie bardzo kocha i któremu to nie przeszkadza, no i mamy wspaniałego syna Macieja.
Co do Maćka to ma gips od 6 dnia życia. Zmieniany miał co tydzień, w międzyczasie było czasem po kilka dni wolnego od gipsu. Kąpany był codziennie, jedna osoba go trzymała, druga myła. A potem to był kładzony w wanience, tylko noga z gipsem była trzymana do góry. 3 kwietnia Maciek miał operację. Potem był gips na 2,5 tygodnia, potem gips na tydzień. A teraz od zeszłego piątku mamy szynę Saint Germain'a. Nosi ją cały czas, obwiązywana jest bandażem elastycznym. Zdejmuję mu tylko na spacery jak wychodzimy, żeby można było nogę w buta wsadzić. Ogólnie, Maciek jest bardzo pogodnym i radosnym, wiecznie uśmiechniętym dzieckiem

ale czasami zadaję sobie pytanie: czemu ja? i czemu on?
Wcześniej chcieliśmy mieć z mężem jeszcze co najmniej jedno dziecko. A teraz ja się boję... Że urodzi się z SKS... Niby badania wskazują, że to mało prawdopodobne, tylko 1% więcej prawdopodobieństwa niż gdybym nie miała sks.