Miałam takie samo podejście do porodu jak Ty emiliam82. Teraz jest znacznie gorzej za drugim razem.. ale też jakoś sobie tłumaczę że drugi poród to niby lepszy itp. ale u mnie to w ogóle wczoraj dopiero przełom.. byłam strasznie chora jakiś paskudny wirus mnie dopadł a do tego moje dziecko też.. już taka się czułam do niczego że całkiem zapomniałam o tym że mam w sobie mała istotkę dla której warto to wszystko znosić.. wiecie, że jeszcze wczoraj gdyby mnie ktoś zapytał czy kocham tę kruszynke w sobie to pewnie powiedziałabym że tak ale bez głębszego przekonania.. i tak sobie wczoraj wieczorem w końcu siadłam i myslałam.. stwierdziłam że bardzo chce żeby był już ze mną.. zaczęłam głaskac brzuch a on w tym momencie mnie leciutko kopnął jakby chciał dodać mi otuchy.. łzy mi w oczach stanęły bo dopiero wtedy poczułam jak bardzo go kocham... moze to dziwne bo pamietam że Jowi to kochałam od momentu zobaczenia dwóch kreseczek na teście a teraz nic.. pustka..miałam starszne wyrzuty sumienia ze tak jest ale zmusić się nie potrafiłam... wczoraj poczułam ulge i w końcu gotowa jestem rodzić i znieść nawet najwiekszy ból dla mojego synka... Będzie dobrze dziewczyny !!! Najważniejsze to nastawienie psychiczne.. Damy radę!