reklama

Styczeń 2009

A ja nie spię.. 4.45 i po spaniu nie mam ochoty nawet na to..:( leżę w łożku i słucham jak mój mąż chrapie zazdroszcze mu.. więc wstała zrobiłam sobie herbatke i wlazłam tu... nie wiedziałam, że tak ciężko będzie wiecie? Jestem juz na skraju załamania a to na pewno dobrze sie nie odbija na małym.. ale nie umiem juz z tym walczyć.. nawet mi sie nie chce..zła jestem na swój organiz czuje się taka oszukana.. wygląda na to ze pewnie do 28 wytrwam i może wtedy będę mieć wywoływany poród co? choć zawsze wywołuja 2 tyg po terminie?? Tego już nie dam rady znieść...
 
reklama
Ja też czekam, staram się być cierpliwa:-), jeszcze.... tylko mój kręgosłup totalnie juz wysiada, biodro w nocy tak strasznie mnie boli:-(
a maluszek sam podejmuje decyzje i zdecydował, że jeszcze nie wyjdzie.
Może przy drugim terminie 25.01.
Cholera, wolałabym nie mieć wywoływanego.....:-(
 
poletka - u mnie w szpitalu na oddział noworodkowy nikt nie miał wstępu! w [pierwszej dobie po cesarce nie widziałam nikogo z rodziny, córcia była przy mnie na łóżku, w pierwszej dobie jak leżałam plackiem dokarmiali Ją butlą :-( na drugi dzień, jak juz kazali wstać to karmiłam cycem - ale miałam mało pokarmu więc też Ją dokarmiali, a do rodzinki musiałam wychodzić z Małą do takiego przejścia między oddziałami - beznadzieja :-( ale na szczęście szybko minęło ;-)

Ja już przeżyłam ten koszmar w pierwszej ciąży- nie miałam siły sama się podnieść a tu synek już się dopominał cyca i nie było nikogo kto mógłby mi go podać. Poznałam wtedy co to znaczy mieć depresję poporodową na szczęście tylko przez 1,5 dnia. Myślałam, że teraz męża będę miała przy sobie więc pomoże mi przy dziecku. Swoją drogą to jest chyba taki przepis, że "pacjent ma prawo do dodatkowej opieki ze strony rodziny i przepisy wewnętrzne szpitala nie mogą stanowić inaczej"??? Będziemy walczyć o ta opiekę!!! Boję się tego cięcia:-(
 
cammi, Magdalen mi też powoli siada, bo córkę urodziłam 4 dni przed terminem a tu cisza. Niby jakieś skurcze łapią ale po paru godzinach wszystko ustaje.
Też boję się wywoływania w ogóle pójścia do szpitala bo nas nic nie robią tylko czekają aż natura sama zadecyduje. Laski potrafią leżeć do 43 tygodnia. Bardzo się boję. We wtorek do ginka i nawet niech mi masaż taki zafunduje że mi oczy wyjdą byle nie kłaść się tam!!!!
 
Widze, że nie tylko ja czuje się jak worek treningowy. Ciężko jest w nicy spać, też przez pół nocy znalazłam sobie zajęcie - słuchałam jak mój luby chrapie, udało się przysnąć dopiero około 8 rano. Wyglądam jak zombie, i jedna rzecz której się boje to właśnie podłączenie oxy, no bo to jakby nie patrzył robienie rozwarcia na siłe. A już nie ma mowy o tym, żeby mnie do szpitala kładli na patologie :szok:

Dzisiaj lekarz, jak mi znów powie, że to już może być w każdej chwili to chyba na niego nakrzycze :wściekła/y::wściekła/y:
 
Dziewczyny, wiem co czujecie, bo z takim samym strachem i załamką szłam w poniedziałek, 5 dni po terminie na patologię... Byłam pewna, że będą mi tylko KTG robić i trzymać aż się samo zacznie...
Na szczęście, ale to przez zupełny przypadek, na badanie zajrzał ordynator i zadecydował o tym, żeby zbadać mnie na siłę i zobaczyć, czy od tego się nie rozkręci. Bolało jak cholera, ale zaczęły się wreszcie te prawdziwe, porodowe skurcze.
Gdyby nie ordynator, i jego chwilowe "widzi mi się" to leżałabym jeszcze pewnie na patologii, bo u nas też nie wywołują tak szybko, jak z dzieckiem jest wszystko ok.
 
Ja mam jeszcze czas do 26.01, ale czy dzidzia się zdecyduje? A do szpitala jakby co to za tydzień i mam nadzieję , że nie każą mi tam leżeć i czekać aż natura zadziała, z Zuzią mi nie kazali czekać tylko po badaniach podłączyli oxy i mam nadzieję , że tym razem też tak zrobią, ale dużo zależy od lekarza .
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry