I ja się witam :-) i kolejna dzidzia! Dziewczyny górą póki co. Mam nadzieję, ze to się nie zrobi reguła, bo ja bym wolała, żeby Natalia spokojnie do swojego terminu poczekała

Doczytałam was wczoraj, ale już zupełnie nie miałam siły nic pisać.
Muszę się jednak pochwalić, że łaskawy prezes jednak się złamał i wypłacił nam nagrody za poprzedni rok obrachunkowy, choć wszystko wskazywało na to, ze nic nie będzie, bo strasznie się o wszystko wkurzał

My też, bo wszyscy harowali po godzinach, choć nie są w ogóle płacone, nawet za kobitki na macierzyńskich nie dostawaliśmy osób do pomocy (podział obowiązków przez wchłonięcie). Przy życiu trzymała nas myśl o premii (czyt.: odszkodowaniu za pracę w szkodliwych warunkach). Na szczęście udało się i jesteśmy 7 tysi do przodu!!!! Boże jak ta kasa się przyda
Po tej firmowej wigilii pojechaliśmy jeszcze wymienić mężowi komórkę na nową (SE Hazel za 1zł!). Babka w salonie Plusa miała chyba dobry dzień, bo przy naszym abonamencie przysługiwał za 99zł
Aha, dziewczyny jak wam zus wypłaca zasiłek. Bo ja miałam chorobowe od 10.11. do 15.12. i dostałam najpierw do końca listopada część a teraz jeszcze nie mam. Oni tak cały czas będą w ratach. Czy jak, bo nie wiem a kasy nie mam i nie wiem czy pożyczać czy przyjdzie mi niedługo.
Kate - każdy oddział ZUS pracuje pewnie troszkę inaczej. Ogólnie mają 30 dni od otrzymania dokumentów na wypłatę. Mi akurat wypłacili w całości, ale to pierwsze L4 kończyło mi się 01.12. W każdym razie ja sobie zadzwoniłam wcześniej do wydziału zasiłków do gościa, który prowadzi moją sprawę i porozmawiałam z nim, jak z człowiekiem, że Święta idą i czy mógłby mi powiedzieć, kiedy mogę się spodziewać (bardzo miły i konkretny facet tak swoją drogą). I dostałam nawet parę dni wcześniej niż mówił. Ogólnie to byłam nieźle wydygana, że zostanę bez kasy na Święta, bo parę osób u mnie w firmie czekało prawie 3 miesiące na wypłatę tego pierwszego zasiłku, bo ciągle im czegoś brakowało
mimblusia - strasznie mi przykro z powodu męża. Nadmiar alkoholu, to naprawdę małpi rozum wyzwala i człowiek przestaje być sobą. My też przez to przechodziliśmy nie raz :-(W końcu organizm M powiedział NIE i dzięki Bogu od roku dzielnie się chłopina trzyma (poza 1 wpadką w czerwcu), choć lekko ze mną nie ma i nieraz już był na skraju załamania. Myślę, że właśnie dzięki temu, że przestał pić, udało nam się zmajstrować Natalkę po 7 latach starań. I nawet jak nieraz się kłócimy i to poważnie, to jednak na trzeźwo wygląda to zupełnie inaczej. Trzeba być dobrej myśli, głowa do góry. Czasami pod wpływem zbyt silnych emocji lub właśnie wódki mówi się rzeczy, których tak naprawdę nie myślimy, a tylko wiemy, co powiedzieć, żeby zabolało niestety :-(
Acha, prosiłam chyba przedwczoraj o jakiś kontakt do was w razie czego... :-(
Strasznie się rozpisałam, sorki. Zmykam coś porobić pożytecznego.