Witam z rana
u nas dziś piękna pogoda

wstałam rano, zabrałam się za sprzątanie

nastawiłam pralkę, jak P. się obudzi to odkurzę jeszcze, albo zostawię to mu

i pójdziemy na spacer
zaraz zrobię porządki w Hankowej szafie

uwielbiam to robić

składać przekładać



a jak jeszcze dostałam od koleżanki tyle pięknych ciuszków to radochę mam podwójną



wciąż nie mogę uwierzyć, że za ponad miesiąc urodzi się moje DZIECKO

choć nie była planowana to tyle na nią czekałam!!


ostatnio jak mi koleżanka powiedziała, że jest w 9 tygodniu ciąży to pogratulowałam jej, ale pomyślałam sobie, że jej współczuję


nie wiem czy dam jeszcze kiedykolwiek przejść przez ciąże ponownie...

jestem zbyt aktywną osobą, a taki stan mnie opóźnia...i trwa jeszcze prawie rok



ale cieszę się, że Hankę mam jak nie wiem


wyobrażam sobie jak będzie wyglądać

mam nadzieję, że zostanę jej najlepszą przyjaciółką...chociaż wiem, że z nami łatwo mieć nie będzie;P bo ja i P. jesteśmy tego samego zdania, że młoda jako nastolatka będzie chodziła na imprezy w obstawie wujków


Gabryś
co do porodu w wodzie to ja nawet takiej opcji w szpitalu nie mam, więc się nie zastanawiałam, ale młodszy brat mojego P. w dniu kiedy dowiedzieli się, że będziemy mieć dzidziusia (byłam wtedy w 7 tygodniu ciąży

) spytał od razu czy w wodzie chcę rodzić

bo on JUŻ czytał

i ponoć to meeega spoko opcja
a co do znieczulicy ludzi to powiem Wam, że u mnie też masakra...łącznie w skm ustąpiono mi miejsca 3 razy...a jeżdżę od poniedziałku do piątku dwa razy dziennie...zakładając nawet, że brzuch mi widać było dopiero od października to i tak...w kolejce mnie NIKT nigdy nie przepuścił...raz tylko Pani w kasie w biedronce na mnie NAKRZYCZAŁA, że czemu ona nie widziała, że ja w ciąży i że powinnam jej powiedzieć


kiedyś miałam sytuację, że jak wracałam z uczelni to złapał mnie jakiś ból w brzuchu, ale taki, że kroku zrobić nie mogłam...(całe szczęście przechodziłam obok budynku opery i oparłam się na murku) i NIKT się nawet nie spytał czy coś mi dolega...a brzuch miałam już widoczny i jeszcze wtedy bez kurtki chodziłam...ludzie przechodzili obok tylko się patrząc...zeszłej zimy wywaliłam się pod centrum handlowym na lodzie..poślizgnęłam się i poleciałam na plecy i uderzyłam z całej siły tyłem głowy w chodnik..nie mogłam wstać...leżałam tam dobre 2 minuty zanim jakiś starszy Pan do mnie podszedł, pomógł mi wstać i odprowadził na tramwaj (chciał wezwać pogotowie, ale ja odmówiłam)...a to okres przedświąteczny był, ludzi PEŁNO...i każdy chyba myślał, że ja dla rozrywki tam leżę...