posiałyśmy z Kingą rzeżuchę, chyba za wcześnie na święta ale młoda zafascynowana chodzi i zaglada czy już rośnie.
Wiec tak sobie przypomniałam ze każdego roku robimy to z późno to raz za wcześnie dla równowagi musi być.
Dzis poszedł temat świąt i tego gdzie, z kim jak itp. Jeździliśmy już do moich rodziców, byliśmy już u teściów. Jakoś tak wyszło ze ja jeszcze nie robiłam świat dla nikogo. owaszem dla nas samych tak, ale jeszcze nie miałam gości na świętach. wiec z wielką dozą naiwności zapytalam męza co on na to. On że sie zgadza , ba pasuje mu to. Z jeszcze większą dozą naiwności on zadzwonił do mamy i przy okazji zaprosił na święta , żeby nie było ze w ostatniej chwili . Moja naiwność prysła, jego walnęła jak bomba atomowa." Jak to nie przyjedziecie do nas na święta? Nie przyjedziesz do dziadków? a to mogą być ich ostatnie święta ( to są podobno ostatnie od 10 lat) . Nie, my do was nie przyjedziemy, zapomnij. "
wiecej nie słyszałam bo i nie chciałam. Zabrałam dzieci do pokoju.
Po dobrych 10 minutach wraca mąz z miną cierpiętnika i pytaniem : moze jednak pojedziemy do mamy na obiad?
Moja wiara w to ze sie zmienił wylądowała w kiblu i ktoś spuścił wodę. Jednak go urobiła. no na szczęście nie na tyle by nie wrócił na tor po słowach : a chciałeś odpocząć.
Zaraz zadzwonię ja do dziadków i zaproszę ich do nas na święta. Muszę to zrobic zanim teściowa i tam zadziała.
a propos świat to musże wymyślić jakis scenariusz bo zaczyna sie to powtarzać co święta.
ps : jak któraś chce cos fajnego poczytać, o czymś sie dowiedziec polecam bloga mojej znajomej :
GadżetoMamaGadżetoMama » Blog matki dla matek - i nie tylko...