A ja się załamałam, powiedziałam małżonowi, że mam ochotę na lody, więc ten niewiele myśląc wsiadł w samochód i pojechał, tylko że nie określiłam, że chcę bakaliowe (których nie jadam normalnie, ale te z Biedry są pyszne, tylko rodzynki wypluwam) i kupił mi toffie :-(
Na toffie nie mam w ogóle ochoty, a on biedny tak się cieszył, że złapał ostatnie pudełko i że się ucieszę :-(