Rożek to jest bardzo praktyczna rzecz, zwlaszcza jeśli rozchodzi się o zimę i karmienie malucha piersią. Ja JUleczkę zawsze brałam w rożku, było jej cieplutko i ciaśniutko, noworodki podobno to lubią, bo czują się jak w brzuszku u mamusi. Oczywiscie nie za ciaśniutko tylko z wyczuciem.
Butelki myślę, że też Avent. Jednego smoczucia uspokajacza tez w razie czego, choć mam nadzieję, że nie będę musiała z niego korzystać.
Mnie osobiście wkładki laktacyjne mało się przydały bo miałam tak dużo pokarmu, że chodziłam raczej z ...pieluchą....



Hehe..do dziś pamiętam te kałuże...
Proponuję Wam kupić sobie wcześniej staniczek taki specjalny do karmienia cycusiem, bo są one praktyczne. Nie trzeba wyciągać całego cyca, tylko odpiąc i już dzidzi je.
Dla Julci kupiłam całe zaopatrzenie Johnson&johnson. I się sprawdziło. Oliwki, kremy itp. Jedynie chusteczki okazały sie jak dla nas koszmarne, gdyż Julia miała po nich straaaszne uczulenie (na które pomógł sudocrem i mąka ziemniaczana).
Także chusteczki i pieluchy używaliśmy pampersa.